Saturday, 16 March 2013

March's Daily Gratitude 16

Szef Lubego nie raczył odpowiedzieć na wysłany wczoraj sms dokładnie jak długo możemy zostać w mieszkaniu. Nie chcieliśmy dzwonić, aby nie przeszkadzać. Luby zna szefo dość dobrze i powiedział, że sms da mu większe pole manerwu, jeśli postanowił zmienić zdanie, bo zaczynamy odnosić takie wrażenie... Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie. 

Moje dziesiejsze podziękowania będą za: * chciałam zawsze pójść do cerkwii , dziś mi sie to udało. Było dziwnie, mimo nauki języka staro-ruskiego na uczelni, było mi siężko rozszyfrować modlityw do świętych, jakie czasem są ukazane przy ikonach ; * dziękuję, za znajomość ze Svetą, która dużo mnie uczy i cieszę się, że poprawia mój rosyjski czy wyjaśnia mi jakieś drobne niuanse obyczajowe ; * dziękuję, za dzisiejsze korepetycje z dzieciakami, było bardzo śmiesznie, chyba jednak muszę zacząć stosować jedną karę - za niewłaściewe zachowanie, brak odrobionych zadań, nie nauczenie się materiału - zajęć nie będzie (10 przysiadów za karę zaczęło ich bawić i zaczęli się o nie dopominąc :P) ; * cieszę się, za swoich znajomych z KZ, jakich tutaj poznałam, fajnie jest mieć z kim spędzić czas ; * dziękuję za dzisiejszą drzemke popołudniową - dawno tak dobrze mi się nie spało :) . 

Moją małą radością dnia jest mały obiad który dziś zrobiłam, a który zjedliśmy przy świecach pijąć sok wiśniowy udający wino (w kieliszki go rozlałam) - Luby nie pija alkoholu. Do tego włączyłam romantyczną muzykę i było super. Lubemu jak dawno obiad smakował (mimo, że nie było frytek dzisiaj). 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 15 March 2013

March's Daily Gratitude 15

Dzisiejszy dzie był długi i bardzo fajny. Dziękuję za : * miły obiad z Jennie, bardzo się cieszę, że mogłyśmy się spotkać, szkoda że opuszcza KZ i nie spotkamy się więcej w klubie ; * pół dnia spędzonego ze Sveta - na kawie, plotkach, jeździe po mieście, drobnych zakupach do domu, i wizycie u "gadałki" (kobieta, która potrafi doradzić, podpowiedzieć jak postąpić ; to nie wróżka, nie używa kart, fusów, ani żadnych innych trocin, po prostu patrzy się na Ciebie i z Tobą rozmawia) ; * przepiękną pogodę - w końcu założyłam mój piękny malinowy płaszcz wiosenny ; * za wiarę w to, że wszystko będize jak najlepiej ; 

Moją małą radością dnia, był super smaczny koktajl bananowo-truskawkowy z dodatkiem kiwi i mięty. Po prostu wiosna pełną gębą jak to się mówi! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Thursday, 14 March 2013

March's Daily Gratitude 13 and 14

Wczoraj również nie udało mi się zamieścić postu. Wydarzenia danego dnia, spowodowały, że zabrakło mi na to sił oraz chęci. Musiałam przemyśleć i omówić parę spraw z Lubym. Jak zwykle na pomoc przyszła mi afirmacja, o czym napisałam w najnowszym poście na blogu Pozytywne Myślenie Każdego Dnia. W chwili obecnej jest już zdecydowanie lepiej. Pewne plany stały się bardziej atrakcyjne. Ja jestem spokojniejsza i z uśmiechem patrzę nie tylko w moją kartę afirmacyjną ale i naszą przyszłość. 

Chciałabym podziękować, za: * przepiękne miesiące spędzone w KZ, uważam, że to uroczy kraj i naprawdę przyjdzie mi z żalem go opuszczać (do końca mam jednak nadzieję, że uda nam się tutaj pozostać) ; * opanowanie, rozum, inteligencja i myślenie Lubego, który postarał się przedstawić jak najwięcej pozytywnych i świetnych opcji "co dalej" ; * słowa Matta "nie przejmuj się, ja coś wymyślę, wszystko będzie dobrze" ; * piękne wiosenne słońce jakie dziś towarzyszyło mi przez cały dzień i ciągle zaglądało przez okno ; * kolejny miły spacer z Maral ; * dobry obiadek ugotowany przeze mnie . 

Moją wczorajszą radością dnia było spotkanie z L. na kawie w sprawie następnego wydania AB - miesięcznika AIWC. Naprawdę mam nadzieję, że nie było to jedno z naszych ostatnich spotkań. 
Moją dzisiejszym małym szczęsciem była rozmowa z siostrą - dziś miała urodziny (nie psułam jej zatem nastroju swoimi niezbyt pomyślnymi nowinami) - bardzo się cieszę, że urządzała małą imprezę urodzinową w swoim gronie, piekła i szykowała się do wyjścia! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Tuesday, 12 March 2013

March's Daily Gratitude 11 and 12

Wczoraj był bardzo pracowity dzień, dziś podobnie. Wczoraj całkowicie zapomniałam o liście wdzięczności, dziś piszę ją na wpół śpiąco (w KZ jest właśnie 23:40)... Dzisiejsza lista wdzięczności niejako będzie zatem za dwa dni. 

Dziękuję za: * możliwość codziennego spaceru i oddychania czystym powietrzem (w końcu nie dość, że mieszkam w górach to jeszcze na terenie Kazachskiego Parku Narodowego) ; * super korepetycje i moje przygotowywania do nich - uwielbiam to robić, nauczanie daje mi dużą radość (przynajmniej nauczanie tych paru dzieciaków i kilkoro starszych osób) ; * dobre jedzenie jakie mam okazję sama przygotować (dzisiejszy stek) czy zjeść w restauracji (wczorajsza sałatka z kurczakiem i jakimś rodzajem sera wedzonego) - uwielbiam dobrze zjęśc ; * Lubego i jego poczucie humoru, nie raz doprowadzające mnie do łez (czasem nawet wściekłości :P) ; * za radość i śmiech jaką mają w sobie dzieci (choć czasem bywa to męczące, uwielbiam jak moi podopieczni znajdują w słowach takich jak "evening" czy "good night" nieokreśloną rzecz, z której potrafią śmiać się przez dobre 10 minut a ja razem z nimi) ; * w końcu udało mi się zmobilizowac moich kursantów do określenia sie co do dni tygodnia pobierania lekcjii i udało mi się postawić grafik ... 

Moimi małymi radościami tych minionych dni był śmiech. Bardzo się cieszę, że potrafię to robić, że inni też potrafią się śmiać i nie wyobażam sobie ani jednego dnia bez śmiechu i żartów. 
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 10 March 2013

March's Daily Gratitude 10

W tym tygodniu było leniwie, może nawet za bardzo. Wszystko przez Dzień Kobiet, który w Kazachstanie jest dość chucznie obchodzony - w szkołach są różne przedstawienia, więc nie miałam w tym tygodniu żadnych korepetycji!

Moja dzisiejsza lista wdzięczności? Dziękuję za : * wzrok i słuch - mogę oglądać swoje ulubione muzyczne seriale (Glee) czy Bollywoody (jak dzisiejsza piosenka tygodnia dla Was) ; * nowy wpis na mej stronie internetowej poświęcony właśnie obchodom 8marca w Kazachstanie ; * udany obiad z Lubym ; * miłą partyjkę Scrabbli (to nic, że ułożył słowo "jesting" za 74 punkty - czy ktokolwiek coś takiego używa?! ; * cały miniony tydzień, dzięki któremu mogłam poleniuchować więcej niż normalnie . 

Moją małą radością dnia dzisiejszego jest wyżej wspomniany wpis na stronie internetowej. Ciesze się, że udało mi się zmobilizować dziś do pracy i go dokończyć! 

W chwili obecnej jest to jedna z mych ulubionych Bolly piosenek. Film (Aaja Nachle), z którego utwór pochodzi był dobry. Opowieść w opowieści... Lubię takie! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Saturday, 9 March 2013

March's Daily Gratitude 09

Dziś będzie krótko zwięźle i na temat. Dziękuję za : * miłe popołudnie spędzone ze Svetlaną na zakupach, nie ma to jak nowa szminka i malinowy płaszcz wiosenny ; * super rozmowę z kuzynką - bardzo za nią tesknię i nie mogę doczekać się wyjazdu do Londynu pod koniec maja ; * miłą kawę z Lubym, uwielbiam jak mnie rozśmiesza ; * wieczór ze Svetlaną spędzony przy winie (to nic, że miały być korepetycję z języka angielskiego :P) . 
Moją radością dnia dzisiejszego jest pięknie wyglądający śnieg! Jest tak biało i puszyście i mroźnie! 
Pozdrawiam, 
Jyotika
  

Friday, 8 March 2013

March's Daily Gratitude 08

Dzisiaj Dzień Kobiet. W Kazachstanie obchodzony jako Święto Państwowe. Instytucje rządowe zamknięte. W każdym centrum handlowym, kawiarni czy restauracji, stoliki są albo zajęte albo zarezerwowane. Każda dziewczyna / kobieta ładnie ubrana, a obok niej kwiaty (od mężczyzny) czy drobne upominki (od przyjaciółek). Dawno czegoś takiego nie widziałam i podobało mi się to. Niestety mój Luby nie z takich, i nie dostałam ani kwiatka ani czekoladek... 

Moje podziękowania w tym dniu będą za to, że: 
* jestem kobietą, piękną, miłą, pogodną, troskliwą, uczynną, wyrozumiałą, łatwo wybaczającą, pełną poczucia chumoru, kochaną i umiejącą kochać (po prostu cud, miód i orzeszki) ; * mam swoje święto i przynajmniej w niektórych krajach jest ono ładnie i uroczyście obchodzone (demokratyzm zostawmy na potem) ; * nowy śnieg, który spadł wczoraj i znowu zrobiło się wszędzie ślicznie biało ; * dobre wino, jakie mi Luby wczoraj kupił zgodnie z listą (a bałam sie że będzie miał z tym problem) ; * miły i leniwy poranek, zaprzątnięty oddzwanianiem i odpisywaniem na smsy z życzeniami z Okazji Dnia Kobiet ; * miłe popołudnie spędzone z Maral, przy winku i ploteczkach ; * wyjazd na miasto i możliwośc zobaczenia jak hucznie obchodzony jest Dzień Kobiet w KZ . 

Moją dzisiejszą radościa dnia jest leniwe popołudnie - najpierw krótki spacer wokół domu (prawie dosłownie bo było tak zimno, znowu po około -15 sotpni) a potem miłą herbatkę i pare lampek wina (jego konsumpcję uznałyśmy za zakończoną, jak próbowałam uzupełnić świecące pustką lampki zakręconą butelką z winem...). 
Pozdrawiam
Jyotika

Thursday, 7 March 2013

March's Daily Gratitude 07

Uwielbiam, kiedy pierwsza część dnia zaczyna się leniwie, a potem stopniowo coraz więcej pracy i wieczorem można zauważyć tego efekty... 

Dziekuję za: 
* porannego lenia, dobrze jest czasem posiedzieć i porobić nic ; * popołudniową mobilizacje do działania, dzięki której miałam udane 3 lekcje (jedna z 5letnim Amirem, i dwie z doroslym kobietami), pojawiło sie pare idei ; * nowego bloga, którego odkryłam parę dni temu, a który (choć się tego nie spodziewałam) stał się całkiem pożyteczny - blog o różnych aplikacjach czy na komputer, czy na telefon ; * ciekawą aplikację Pocket, która umożliwia zbieranie artykułów do przeczytania w jednym miejscu (zamiast składać je po 10 zakładkach) ; * mobilizację do ogarnięcia paru folderów na laptopie i w zakładkach, o której napisałam w swym poście na blogu pozytywnie.blogspot.com ; * super obiad i mile czas spędzony w kuchni ; * świetne zakupy zrobione przez Lubego - niby małą listę mu dałam, a nie dość, że kupił wszystko co na niej było, to jeszcze parę rzeczy, o jakich ja zapomniałam w trakcie tworzenia listy, a potem już mu nie chciałam dzwonić i rozpraszać dorzucając kolejne pozycje (opcje są dwie - albo jest mądry, albo - i przy tej obstawiam cytując pewnego Leniwca Sida: "jakiś wybryk natury czy co, czyta w myślach" )... 

Moja wielką radością dziś był obiad - zrobiłam spaghetti z mięsem (ja nie przepadam za czerwonym mięsem mielonym, a luby ogólnie za spaghetti) i ku naszemu ogólnemu zdziwieniu mi nawet smakowało a Luby powiedział "This is awesome, can I ask for more, please?" - z reguły jedyne dokładki o jakie prosi to frytki... Do tego zrobiłam pare klopsików w sosie pomidorowym i jutro na lunch będą domowe hamburgery :) 
Pozdrawiam
Jyotika

Wednesday, 6 March 2013

March's Daily Gratitude 06

Alma-Ata jest miastem położonym na zboczu. Ulice prowadzą albo stromo w dół, albo stromo pod górkę, oczywiście są tez ulice w poprzek. Chodzić w poprzek to pryszcz, ale na 90% kiedy masz coś do załatwienia musisz iść albo w dół albo pod górkę. Dziś zrobiłam trasę najpierw w dół około 30 minut, zakupiłam potrzebne kosmetyki w promocji. Wróciłam kolejne 30 minut pod górkę aby coś zjeść. Po czym okazało się, że znowu muszę dryłować 30 minut w dół, bo tam pracuje sąsiad i może mnie zabrać do domu (godzinę jazdy samochodem pod górkę, w korkach półtorej). I nie byłoby to takie straszne gdyby nie pare rzeczy. Otóż dziś było okolo +18 stopni, i o ile palto zimowe moge niesc w rekach o tyle kozaki na kożuszku raczej juz nie bardzo. Do tego byłam zaopatrzona na każdej trasie w swoją torebkę (a w niej kalendarz, książka, woda mineralna) oraz jedna ryzę papieru do druku (na szczęście coś mnie tknęło aby nie kupować kartonu). Na ostatniej trasie postanowiłam (co mnie podkusiło?!) zakupić kwiatki z okazji zbliżającego się dnia kobiet (pikuś) oraz... dwie sztangi po 2 kg... Ja po prostu uwielbiam sobie utrudniać życie na każdym kroku... 

Z tej radosnej okazji, chciałabym podziękować za promocje kosmetyczne, uroczy spacer, sklepy sportowe rzucające się na ludzi (a może raczej w oczy, jakbym go nie zauważyła, nie pamiętałabym, że chciałam sobie kupić sztangi), cudne śniadanie z Anja, miłe spotkanie w AIWC, super kawę z Sholpan, przepiekna wiosenną (a właściwie letnią) pogodę i moją życiową mądrość, która czasem po prostu wyłazi i pieje... 

Moją radością dnia, są piękne 3 bukieciki zrobione z zakupionych dzisiaj margarytek dla kobiet, z którymi pracuje Luby i parę pięknych kwiatków stojących i cudnie pachnących mi pod nosem. Są śliczne, żółte, iście wiosenne! Ponoć narcyze mają się niedługo też juz pojawić - nie mogę się doczekać! 
Pozdrawiam
Jyotika

Tuesday, 5 March 2013

March's Daily Gratitude 05

Dziś dziękuję za : 
* wiosnę, która powoli przychodzi - dziś znowu było piękne słońce, to nic, że ze śniegu robią się kałuże po łydki, ważne że ciepło i słonecznie ; * przepis podpatrzony na innym blogu i w końcu wyprubowany - pyyycha ; * kolejne udane korepetycje (a w sumie 5) ; * miłą herbatę u koleżanki ; * telefon z zaproszeniem na śniadanie do koleżanki jutro ; * dzisiejszą afirmację . 

Moją radością dnia dzisiejszego był obiad, po prostu naprawdę uwielbiam gotować i dobrze zjeść. Szczególnie jeśli robię kurczaka - mogłabym bez przerwy, na okrągło, 24/7 (no dobra, przesadziłam, latem mięso jem sporadycznie). Bardzo cieszę się, kiedy coś pichcę i wiem, że zostanie to zjedzone nie tylko przeze mnie, ale i Lubego (szczególnie jeśli wiem, że będzie mu smakować). Dziś jeszcze udało nam się zjeść go wspólnie, co niestety nie za często sie zdarza bo jesteśmy głodni o różnych porach. 

Pozdrawiam
Jyotika

Monday, 4 March 2013

March's Daily Gratitude 04

U mnie dzień dobiega końca. To był kolejny dobry dzień. Dziwnie tak pisząc ciągle o tym, że mój dzień był udany. Nawet jeśli były jakieś kłótnie, nieporozumienia, obrażanie się na siebie i złość, to staram się aby te pare minut niezbyt przyjemnych sytuacji nie przysłoniły mi całego dnia. Dziękuję za tę umiejętność. Ciesze się, że nieporozumienia dość szybko puszczam w niepamięć. 
Dziękuję za możliwość pracy nad Apple Bits, za nowe umiejętności dzięki niej nabyte. Ciesze się, że mogę pracować z Anją, Leigh, Jennie i paroma innymi ciekawymi osobami. Uwielbiam to robić, ale w tym miesiącu tempo było po prostu zabójcze i ledwo nerwy trzymałam na wodzy. Dzięki temu mam mały plan na przyszłość i mam zamiar podzielić się nim z dziewczynami, co znacznie (mam nadzieję) ułatwi nam pracę. 
Dziękuję za moją pamięć. Czasem mi nawala, czasem sama ją zaniedbuję i zamiast coś zapisać liczę, że w natłoku zajęć zapamiętam kolejną ważną rzecz do zrobienia. Bywa. Ciesze się, że każdy błąd da się naprawić i każdy system usprawnić. Nie ma ludzi idealnych, ale zawsze można do pewnego wzorca ideału dążyć. Cieszę się, że postanowiłam w nowy sposób wrócić do wyzwania, jakiego usiłowałam sie podjąć na początku tego roku. Nic straconego, zaczęłam od nowa :) 
Dziękuję za inne wspaniałe blogi, które czasem przynoszą mi inspirację, a czasem zwykłą radość i relaks! Super, że są takie niesamowite blogi :) Czy czytanie bloga mogę zaliczyć do kategorii "codziennie czytam"? W sumie nie sprecyzowałam, ale oczywiście miałam na myśli różnego rodzaju książki, bestsellery czy rozwojowe (czy 2w1)...  
Moją radościa w tym dniu było zrobienie obiadu. A w sumie jego zaczęcie, wg nowego przepisu bo w tym samym czasie wpadł Luby z ciepłą porcją kazachskiego plowa (ryz z marchewką i wołowiną, gotowany w specjalnych baliach do tego zbudowanych). Więc z mego obiadu zrobi się jutro śniadanie :) Fajnie też było wyjść dziś na spacer - nogi mi przemogły doszczętnie, ale topniejący śnieg dobitnie sugeruje nadejście upragnionej wiosny! Bardzo się z tego faktu cieszę. 
Pozdrawiam. 
Jyotika

Sunday, 3 March 2013

March's Daily Gratitude 03

Dziękuje bardzo za dzisiejszy dzień wolny. Za uśmiech jaki mi towarzyszył przez większość czasu, za śmiech, jaki Luby dziś u mnie wywołał, za udane zakupy i promoje (hurra :P), za odkrycie nowej restauracji (w której od razu na powitanie narobiłam wstydu rozbijając szklankę i rozwalając kostki lodu po stole, przynajmniej powinni nas zapamiętać :P), za zbliżający się koniec składania Apple Bits (ah, te 4 ostatnie noce, będę za wami tęsknic aż do następnego miesiąca :P) , za miłe emaile , za czas na odcinek serialu , za miły sms , za nowego bloga (którego dorwałam czytając jeszcze innego bloga) . 

Moje małe dzisiejsze radości to stwierdzenie Matta, że dziś zrobi mi dzień, który zaliczę do "the time of my life", po czym zaczął śpiewać ową piosenkę z Dirty Dancing, tańcząc jakieś dziwne wygibasy. Zakrztusiłam sie herbatą i rechotałam przez 10 minut, luby nie wiedział czy wzywać karetkę czy się obejdze. I za takie chwile go właśnie bardzo uwielbiam! 
Pozdawiam, 
Jyotika


Saturday, 2 March 2013

March's Daily Gratitude 02

Dziękuję za : 
ciepłą pogodę za oknem - słońce i lekko mroźny wiatr ; uroczy spacer z koleżanką w ten prawie wiosenny dzień ; mobilizację do szybkiego sprzątnięcia mieszkania (zajęło mi to "tylko" prawie 4 godziny) ; udane korepetycje ; coraz lepiej idzie mi smażenie steków (nie jest to takie proste jakby się wydawało) . 

Moja małą dzisiejszą radością była piękna pogoda na zewnątrz i naprawdę miły spacer! Bardzo się cieszę, że udało mi się dzisiaj wyjść z domu. Śnieg był wymarzony do lepienia bałwana, szkoda tylko ze go zaczyna już brakowac na jeżdzenie na sankach :) 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 1 March 2013

March's Daily Gratitude 01

Zgodnie z marcowych postanowieniem, wracam do codziennego wyrażania swojej wdzięczności i spisywania miłych, dobrych rzeczy jakie mi sie przytrafiły w danym dniu. Jeśli zechcecie dołączyć - super :) 

Dziękuję za : 
dzisiejszą mobilizację do działania, wpisy na blogu (podsumowanie miesiąca oraz uaktualnienie planu na Marzec), udane korepetycje, przemiły spacer z "nową koleżanką" (jedna z dziewczyn, której pomagam w angielskim), smaczną sałatkę jaką dziś przygotowałam, miły wieczór z Lubym, chwilkę pogawędki z mamą przez telefon. 

Miłe rzeczy, jakie mnie dziś spotkały: 
piękna i iście wiosenna pogoda na zewnątrz (plus 8 stopni, mimo śniegu po kostki wokoło) ; miły email od znajomej ; stwierdzenie Lubego, że pora pozbyć się tłuszczyku i jego 20 brzuszków zmobilizowały i mnie do ruszenia tyłka z krzesła ; dzisiejsza afirmacja - I am willing to see my magnificence - dzięki której cały dzień chodzę uśmiechnięta i czuję się naprawdę wyjątkowo i od paru godzin powtarzam sobie w myślach coś w stylu "ale jestem zarąbista" ; ! Polecam każdemu taka dawke energii i dobrego samopoczucia.

Pozdrawiam
Jyotika

Summary 11

Zupełnie wyleciało mi z głowy, że Luty jest krótszym miesiącem i dziś już zaczynamy kolejny! Czas szybko leci, a ja patrząc na swój plan miesięczny na luty (patrz poniżej obrazka) dochodzę do wniosku, że albo planowanie idzie mi marnie, albo trzymanie sie planu... Ciągle jednak zbieram nowe doświadczenia. Przygotowanie kolorowego grafiku sprawiło (o którym pisałam w poprzednim poście), że widzę swoje niedociągnięcia i jestem w stanie je sobie poprawić. Przygotowaniem nowego grafiku na nadchodzący miesiąc zajmę sie dziś wieczorem, ewentualnie jutro rano. W chwili obecnej zrobiłam sobie małą przerwę w składaniu miesięcznika Apple Bits dla Almaty International Women's Club. Czas na małe podsumowanie minionego miesiąca. 
Może planu, jaki sobie nań przygotowałam nie udało mi sie w pełni zrealizować, ale udało mi się dokonać wielu innych rzeczy. Ciesze się, z mozliwości udzielania korepetycji. Bardzo lubię to robić a przy okazji sama ciągle się uczę i odkrywam coś nowego. Przygotowuję materiały na zajęcia prawie codziennie - prawie pełen mam już jeden segregator! Dzięki korepetycjom zmobilizowałam się do ułożenia sobie codziennego grafiku, który pomaga mi w codziennym planowaniu dnia. Dzieki temu, więcej rzeczy udaje mi się załatwić, więcej przeczytałam i zaczęłam spacerować. Udało mi się wprowadziś w życie kolejny malutki projekt - codzienny pozytywny email do przyjaciół. Lubie je planować i daje mi sporo satysfakcji ich tworzenie i wysyłanie. Super, że odwiedziła mnie znajoma z Polski, spędziłyśmy razem świetny dzień, mam nadzieję nie pierwszy i nie ostatni. 
Na co planuje położyć nacisk w tym miesiącu? Głównie na dbanie o siebie (zdarza mi sie zapomnieć o paznokciach czy stopach) - zakup maski, odżywki do paznokci i nowych kremów obowiązkowo. Chcę poszerzyć swoją garderobę o dwie sukienki, wygodne buty do chodzenia po górach, trampki na siłownię i płaszcz / kurtkę wiosenną. Wiem, że dzięki grafikowi będę więcej spacerować i czytać książki. W planach mam sięgnięcie po podstawy ekonomii oraz powtórne przeczytanie "You Can Heal Your Life" Louise Hay. Jestem również w trakcie przygotowywania listy filmów do obejrzenia przez najbliższe 4 tygodnie. Będzie się działo! 

Z jednej strony, nie jestem specjalnie zadowolona z minionego miesiąca, kiedy patrzę na mój kalendarz kratkowy, ale z drugiej strony, jak myślę ile rzeczy miałam do ogarnięcia i przygotowania w związku z korepetycjami (7 osób, część po 2 razy tygodniowo, częśc 3 razy tygodniowo), to stwierdzam, że i tak większość rzeczy ogarnęłam i w tym miesiącu będzie lepiej!
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 24 February 2013

Weekly's Gratitude 04/2013

W tym tygodniu przez większą część czasu towarzyszyła mi lekko melancholijna Alanis Morisette "That I would be good" . Uwielbiam ten utwór. Mogłabym go słuchać godzinami (co czasem robię). Alanis śpiewa w nim, że nawet jeśliby przytyła na wadze, nie byłaby dalej królową, czy miałaby zły humor, to wciąż byłaby dobra i byłaby kochana ("odwrócony tryb warunkowy" - That I would be fine even if I went ban­krupt / If I went bankrupt I would be fine.) . Podobają mi się te słowa. Uważam, że każdy z nas zasługuję na bezwarunkową miłość, oraz bezwarunkowo powinien być dobry dla innych... 


Dziękuję za miniony tydzień. Ciesze się, że ciągłe przybywa mi nowych "uczniów", mam nadzieję, że podołam pokładanym we mnie nadziejom z ich strony. Bardzo mi się to podoba, przygotowywania do zajęć, tłumaczenie, robienie z nimi ćwiczeń. Dzięki temu ja sama się rozwijam również! Na razie to w sumie początki, więc wszystko jest łatwe i przyjemne. Mam nadzieję, że takie pozostanie. 
Cieszę się, z każdego wyjścia z Lubym czy samodzielnie do miasta. Nie jest łatwo, mieszkając tak daleko od centrum, dlatego każde wyjście staram się wykorzystać jak najlepiej. Spotkać się ze znajomymi, czy załatwić najpilniejsze sprawy. Nigdy nie wiem, kiedy następnym razem będę w mieście. 
Dziękuję, za dobre jedzenie. Uwielbiam gotowac, ale lubię też wyjść gdzieś zjeść coś dobrego i nie martwić się potem o sprzątnięcie po gotowaniu (moja kuchnia wygląda jakby przeszło przez nią tornado, nawet jak robię zwykłą jajecznicę). 
Dziękuję za to, że mam ciepło w domu, jest woda (przez trzy dni były braki w dostawie, właściwie to jej nie było, odzyskaliśmy dziś), jest internet (z przerwami, ale mogłoby go nie być w ogóle), jest elektryczność... Cieszę się, z rozwoju, postępu przemysłowego jakiego dokonaliśmy, a który umożliwił nam posiadanie tego wszystkiego. Dziś mieliśmy z Lubym rozmowę o tym. On się dziwi, czemu w XIX wieku rozwój nastąpił praktycznie w przeciągu 50 lat, a teraz mamy XXI wiek, a wszystko stoi w miejscu. Uważa, że przy dostępnych zdobyczach cywilizacyjnych postęp powinien być piorunujący (czyt. zasiedlenie Marsa powinno niedługo nastąpić) a argumenty w stylu "ogromne zapotrzebowanie finansowe" (czy brak warunków atmosferycznych na Marsie) nie jest dla niego żadnym argumentem (bo przecież jak zasiedlano Amerykę, to tam też nie było dogodnych warunków - podróż długa, drewnianymi statkami, zaczynanie od zera wszsytkiego, początkowe życie w drewnianych chatach, gdzie w Wielkiej Brytanii wszystko już było murowane itp itd)... 
Dziękuję za miłe spotkanie ze znajomymi z klubu AIWC. Fajnie było zobaczyć się z nimi po prawie trzech miesiącach! Nawet nie sądziłam, że tyle czasu upłynęło! Dobrze nam sie rozmawiało, teraz tylko wypadałoby  wziąć się do pracy i zacząć redagować gazetkę AB ! 
Wiecie czego tylko nie lubię? Że dni tak szybko lecą. Niedawno był poniedziałek!!! 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 22 February 2013

Weekly Schedule?!

Na brak zajęć ostatnio nie mogę narzekać, a muszę się jakoś zoganizować, aby wszystkiemu podołać. Do tego strasznie mnie denerwowało, jak po całym dniu spędzonym na korepetycjach, Luby się mnie pytał czy pracowałam nad "naszą" (czyt. jego) strona internetową. Przygotowałam więc grafik, aby mu uzmysłowić, że w dniu korepetycji nie mam absolutnie na to ani czasu, ani chęci. Jeden powiesiłam w swoim "miejscu pracy", a drugi powieszę gdzieś przy jego połowie łóżka, aby mi niepotrzebnie tyłka nie zawracał. Poza tym, sama potrzebowałam wizualnej organizacji tygodnia. Bardziej konkretnej od wstępnej listy "to do this week"... 
Nie jestem z niego do końca zadowolona, znaczy się z grafiku, nie z Lubego. Podejrzewam, że będzie jeszcze ulegał zmianie. Na razie wyszło mi tak a nie inaczej, zobaczymy co będzie dalej. Ogólnie mój dzień ma dwie główne poranne stałe, które nie wiem czy wrzucić w plan, czy odpuścić i pozostawić białe plamy: 
08:00 - 09:00 pobudka, łazienka (prysznic, makijaż, ubranie się itp) 
09:00 - 09.30 / 10.00 I śniadanie, afirmacja i poranna medytacja. 
Jeśli rozbije plan na bardziej szczegółowy, zrobi się strasznie długi i mniej czytelny. Jeśli tak zostawie, mam wrażenie, że czegoś brakuje i nie gra ze sobą... 

Wtorki i czwartki to główne dni korepetycji. Lekcje po około półtorej godziny (wliczone w to dojście do odpowiedniego bloku wokoło, rozebranie sie i ubranie itp). 
Środy z reguły spędzam w mieście, ale co zrobić, jeśli akurat przyjdzie mi zostać w domu? Rozbić środę na dwa typy? To samo z piątkiem - w większości będę zostawać w domu, ale co zrobić, jeśli mi przyjdzie jechać do miasta na cały dzień? 

Do tego na korepetycje mam zapisane jeszcze dwie kobiety - Sveta i Nastya. Problem z nimi jest taki, że obie mają ruchome dni wolne, nie mogę z nimi zrobić stałych godzin, w każdym tygodniu ten sam dzień o tej samej porze... To też była kolejna przyczyna rozpisania graficznego tygodniowego planu zajęć, aby mniej więcej zorientować się, jak to fizycznie wygląda. Nastya może przychodzić tylko po godzinie 16.00 (w dzień sama chodzi do Colleague) a Svetlana - dowolna część dnia, zależy jak wróci z pracy i na którą będzie miała następny dyżur... Żółte pola w poniedziałek i piątek wstępnie są przeznaczone właśnie na nie... 
Pomarańczowa opcja "internet, e-mails, games" to godzina lub dwie, przeznaczona na FB, forum,  bloga, odpowiedzi na emaile, i mało czasochłonne gry (lubię je bo mnie odprężają, a skoro i tak łążę po necie to mogę na nie zajrzeć co pare minut na chwilkę, buduję sobie miasto i zbroję armię :P ). Do tego sprzątnięcie mieszkania w sobotę - nie wiem czy wyrobię się w półtorej godziny, a nie mam jak pociąć kolejnej godziny na pół (14:00 - 15:00) ... 

No i oczywiście główny problem na zielono - WebSite. W chwili obecnej bardziej jako hobby buduję strony internetowe, mam parę do przygotowania aby się podszkolić. Wiem, że mi się to spodoba (o ile przestanę mieć wieczne problemy z połączeniem internetowym) , ale ciężko jest mi wygospodarowac na to czas, nie wiem ile i jak to sobie zorganizować, do tego jak wpleść w to czytanie i inne rzeczy (np. wieczorny film, czy serial)... Do tego godzinny poranno-popołudniowy spacer w dni wolne od korepetycji, przynajmniej trzy razy w tygodniu! Luby już się burzy, że od dwóch dni nie zajrzałam na stronki - wczoraj miałam korepetycje, dziś pojechaliśmy do miasta, potem też wpadły mi korepetycje nieoczekiwanie (Sveta) a teraz siedzę i organizuję grafik...  

Pozdrawiam.
Jyotika

P.S. Jeśli ktoś ma jakieś sugestię - jestem otwarta na propozycję :)  Będę rownież bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc udzieloną w tym zakresie :) Życzę miłego wieczoru! 

Sunday, 17 February 2013

Weekly's Gratitude 03/2013


Jakoś miniony tydzień, mimo że bardzo udany nie posiadał swojej piosenki przewodniej. Ostatki zimy solidnie dają nam się we znaki, i z tej okazji chciałabym zadedykować Wam piosenkę - Colbie Caillat "Brighter that the Sun". Walentynki były niedawno, a ta piosenka dla mnie to takie połączenie 2w1 - żywiołowa i wesoła piosenka o uczuciu, które jest jaśniejsze od słońca.... 


Miniony tydzień przyniósł mi mnóstwo radości ale i było parę cieni, które teraz zaczynają mnie dopadać z lekka. Mam zamiar im się jednak nie dać! Ważniejsze są dla mie te ciepłe i radosne strony minionego tygodnia. Wolę sobie teraz je poprzypominać, niż się zamartwiać 10 minutami niezbyt miłych słów jakie usłyszałam na przestrzeni całego tygodnia. Szklanka jest do połowy pełna! 
Ciesze się z możliwości dawania korepetycji. Poznaję nowych, ciekawych ludzi. Niedawno uświadomiłam sobie, że mogłabym poszukać również korepetycji w centrum już za normalniejsze pieniądze! Postaram się tym zająć w pzyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze w tym kierunku. 
Ciesze się z odwiedzin u dawno nie widzianej koleżanki. Miło się mi z nią przegadało prawie 3 godziny i żal było od niej wychodzić. Mam nadzieję, że uda nam się wyjść na zakupy w przyszłym tygodniu! 
Zadzwoniła inna koleżanka i w sumie pzegadałyśmy na telefonie ponad godzinę. Umówiłyśmy się na babski wieczór w przyszłym tygodniu i nocleg u niej. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie! Też bardzo dawno się nie widziałyśmy i bardzo bym chciała spędzić z nią parę chwil. 
Dziękuję za przepiękną pogodę za oknem i za to, że mam ciepło w domu. Na dworze wciąż jest mroźnie i około -15 stopni, ale bardzo słonecznie i jasno. Czuć wiosnę. Mam nadzieję, że dość szybko zawita w nasze progi. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć wiosenne kwiaty - marzy mi się kupić małe doniczkowe żonkile aby postawić sobie na biurku! Cieszę się z nadchodzącej wiosny tym bardziej, że z reguły trwa ona około 3 tygodni a potem jest lato (mniej więcej od połowy kwietnia do połowy września temperatury są powyżej 20 stopni!). 
Dziękuję za każdą miłą chwilę spędzoną z Lubym. Dziękuję, kiedy usiłuje poprawić mi humor. Ciesze się, jak jest czuły i miły, kiedy ze mną rozmawia, ogląda film, gra w Scrabble. Jestem wdzięczna za każde jego dobre słowo, pocałunek, przytulenie. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie ich coraz więcej. 
Mam nadzieję, że Wasz tydzień był również w większości szalenie optymistyczny i wesoły. 
Pozdrawiam
Jyotika 

Sunday, 10 February 2013

Weekly's Gratitude 02/2013

Ciesze się z paru rzeczy w minionym tygodniu. Rozpoczęłam korepetycje, i jest całkiem fajnie. Jedne prowadzę z 8letnią dziewczynką i jej mamą, a drugie mam z 3latką. Naprawdę świetnie się przy tym bawię. Do tego nowy pomysł na pozytywne i motywujące emaile do przyjaciół oraz znajomych (pozytywnie@yahoo.co.uk) - są dodatkową mobilizacją dla mnie i strasznie podoba mi się ich pisanie. Ostatnio spędziłam parę uroczych chwil z Lubym - wypad do miasta na internet, zakupy, partyjka Scrabble, półtorej godziny w saunie, miłe prytulanki... Bardzo dziękuję za te miłe chwile. Cieszę się, że przyjazd znajomej się nie odwlókł w czasie i mam nadzieję, że niedługo będę mogła ją powitać w Almacie. Ciesze się z przepięknej zimowej pogody jaką mam okazję podziwwiać od niedawna - lekki mróz i cudowne słonce, które odbijając się od białego śniegu przyprawia o zawrót głowy! A najbardziej się cieszę z tego, że w domu znalazłam nowe dziwne urządzenie (bij zabij nie wiem jak się nazywa) - coś w rodzaju prodziża, ale jest białe i szklane, można ustawiać temeperaturę i czas pracy. Nie wiem w każdym bądź razie jak to sie nazywa, ale cieszę się, że nagle nie jestem ograniczona tylko do smażonych kotletów, mogę też zapiekać kurczaka (jak to znalazłam, umyłam i domyśliłam sie jak działa i do czego służy, tańczyłam przez 10 minut po całej kuchni :P) . W końcu zacznę robić normalniejsze obiady! 

***

Poniższa piosenka towarzyszyła mi w minionym tygodniu. Jak już gdzieś pisałam - jestem Glee(a)dicted... 


Another year you made a promise
Another chance to turn it all around
And do not save this for tomorrow
Embrace the past and you can live for now
And I will give the world to you

Speak louder than the words before you
And give them meaning no one else has found
The role we play is so important
We are the voices of the underground
And I will give the world to you

Say everything you've always wanted
Be not afraid of who you really are
'Cause in the end we have each other
And that's at least one thing worth living for
And I will give the world to you

Oryginalnie piosenka jest wykonywana przez A Great Big World "This Is The New Year" 

Wednesday, 6 February 2013

The Perfect Morning!

Łapka w górę, u kogo poranki wyglądają właśnie w sposób jak na załączonym obrazku?! Wydaje mi się, że dość często wstajemy, żałując że to już najwyższa pora aby zacząć kolejny dzień. Nie lubimy podnosić się z łóżka, tym bardziej, jeśli za oknem jest szaro i pochmurno. 
Uważam, że sposób w jaki wstajemy ma wpływ na jakość naszego dnia. Jeśli rankiem wstanę za szybko, będę robić wszystko w pośpiechu to potem mam tak naprawdę zły dzień. Niekoniecznie musi się coś stać, ale pośpiech w jakim wstałam powoduje, że jestem bardziej rozdrażniona i łatwiej sie denerwuje. Uwielbiam spać, ale poranke to dla mnie bardzo ważna część dnia i potrzebuję chwili dla siebie. Nie znosze zrywać się z łóżka i pędem wszystko załatwiać.

Mieszkając samej w Londynie miałam ściśle określony poranny rytuał. Nastawiałam budzik na godzinę 7.30. (ze snu wybudza mnie delikatny dźwięk "Liz On Top of the World" Dario Marianelli). Wciąż leżąc w łóżku przestawiałam pobudkę na 8.00 a przez te pół godziny słuchałam porannej medytacji. Jeśli zdarzyło mi sie przysnąć, budzik o 8.00 całkowicie mnie już wybudzał ze snu. Potem wstawałam i szłam się kąpać. Przeznaczałam na to 30-40 minut. Potem jadłam śniadanie i przeglądałam emaile, słuchając sobie przy tym swoich pozytywnych i pełnych energii piosenek. Do pracy wychodziłam 9.10 jeśli jechałam metrem czy autobusem, albo pare minut wcześniej jeśli chciałam iść piechotą. W pracy musiałam być do 9.50. Idąc czy jadąc po drodze słuchałam ciągle wesołych melodii i powtarzałam sobie w myślach "To będzie kolejny cudowny, spokojny, pogodny i wesoły dzień"...
W chwili obecnej mój poranek nie jest jeszcze dopracowany ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Mieszkając w Almacie, nie muszę wstawać wcześnie rano, ja jednak to lubię i mój budzik od poniedziałku do piątku dzwoni mi o 8.00 (w takt melodii "Liz On Top of the World" Dario Marianelli. Przez parę minut jeszcze sie poprzewracam z boku na bok, przytulam sie do Lubego, wstaję i biorę prysznic. Do 9.00 rano jestem ubrana, uczesana i staram się być umalowana. Potem robię sobie śniadanie, herbatkę, wyciągam afirmację i siadam do komputera. Codziennie sobie obiecuję, że tylko na godzinkę lub półtorej ale często schodzi mi na to cały dzień... Chciałabym dalej włączać sobie swoją codzienną poranną medytację. Nie umiem jednak wygospodarować na nią czasu ostatnio. Rano leżąc w łóżku obok Lubego nie chcę mu przeszkadzać włączając ją (on wstaje koło 11.00), a na słuchawkach nie wygodnie mi jest. Z kolei jak już siądę do biurka to zapominam o niej... Mój plan na najlbiższy miesiąc to właśnie nad tym popracować. Dopracować swój poranek. Jeśli macie chęć przyłączcie się do mnie i mego kolejnego wyzwania na najbliższe 4 tygodnie!
Pozdrawiam
Jyotika