Monday, 4 March 2013

March's Daily Gratitude 04

U mnie dzień dobiega końca. To był kolejny dobry dzień. Dziwnie tak pisząc ciągle o tym, że mój dzień był udany. Nawet jeśli były jakieś kłótnie, nieporozumienia, obrażanie się na siebie i złość, to staram się aby te pare minut niezbyt przyjemnych sytuacji nie przysłoniły mi całego dnia. Dziękuję za tę umiejętność. Ciesze się, że nieporozumienia dość szybko puszczam w niepamięć. 
Dziękuję za możliwość pracy nad Apple Bits, za nowe umiejętności dzięki niej nabyte. Ciesze się, że mogę pracować z Anją, Leigh, Jennie i paroma innymi ciekawymi osobami. Uwielbiam to robić, ale w tym miesiącu tempo było po prostu zabójcze i ledwo nerwy trzymałam na wodzy. Dzięki temu mam mały plan na przyszłość i mam zamiar podzielić się nim z dziewczynami, co znacznie (mam nadzieję) ułatwi nam pracę. 
Dziękuję za moją pamięć. Czasem mi nawala, czasem sama ją zaniedbuję i zamiast coś zapisać liczę, że w natłoku zajęć zapamiętam kolejną ważną rzecz do zrobienia. Bywa. Ciesze się, że każdy błąd da się naprawić i każdy system usprawnić. Nie ma ludzi idealnych, ale zawsze można do pewnego wzorca ideału dążyć. Cieszę się, że postanowiłam w nowy sposób wrócić do wyzwania, jakiego usiłowałam sie podjąć na początku tego roku. Nic straconego, zaczęłam od nowa :) 
Dziękuję za inne wspaniałe blogi, które czasem przynoszą mi inspirację, a czasem zwykłą radość i relaks! Super, że są takie niesamowite blogi :) Czy czytanie bloga mogę zaliczyć do kategorii "codziennie czytam"? W sumie nie sprecyzowałam, ale oczywiście miałam na myśli różnego rodzaju książki, bestsellery czy rozwojowe (czy 2w1)...  
Moją radościa w tym dniu było zrobienie obiadu. A w sumie jego zaczęcie, wg nowego przepisu bo w tym samym czasie wpadł Luby z ciepłą porcją kazachskiego plowa (ryz z marchewką i wołowiną, gotowany w specjalnych baliach do tego zbudowanych). Więc z mego obiadu zrobi się jutro śniadanie :) Fajnie też było wyjść dziś na spacer - nogi mi przemogły doszczętnie, ale topniejący śnieg dobitnie sugeruje nadejście upragnionej wiosny! Bardzo się z tego faktu cieszę. 
Pozdrawiam. 
Jyotika

Sunday, 3 March 2013

March's Daily Gratitude 03

Dziękuje bardzo za dzisiejszy dzień wolny. Za uśmiech jaki mi towarzyszył przez większość czasu, za śmiech, jaki Luby dziś u mnie wywołał, za udane zakupy i promoje (hurra :P), za odkrycie nowej restauracji (w której od razu na powitanie narobiłam wstydu rozbijając szklankę i rozwalając kostki lodu po stole, przynajmniej powinni nas zapamiętać :P), za zbliżający się koniec składania Apple Bits (ah, te 4 ostatnie noce, będę za wami tęsknic aż do następnego miesiąca :P) , za miłe emaile , za czas na odcinek serialu , za miły sms , za nowego bloga (którego dorwałam czytając jeszcze innego bloga) . 

Moje małe dzisiejsze radości to stwierdzenie Matta, że dziś zrobi mi dzień, który zaliczę do "the time of my life", po czym zaczął śpiewać ową piosenkę z Dirty Dancing, tańcząc jakieś dziwne wygibasy. Zakrztusiłam sie herbatą i rechotałam przez 10 minut, luby nie wiedział czy wzywać karetkę czy się obejdze. I za takie chwile go właśnie bardzo uwielbiam! 
Pozdawiam, 
Jyotika


Saturday, 2 March 2013

March's Daily Gratitude 02

Dziękuję za : 
ciepłą pogodę za oknem - słońce i lekko mroźny wiatr ; uroczy spacer z koleżanką w ten prawie wiosenny dzień ; mobilizację do szybkiego sprzątnięcia mieszkania (zajęło mi to "tylko" prawie 4 godziny) ; udane korepetycje ; coraz lepiej idzie mi smażenie steków (nie jest to takie proste jakby się wydawało) . 

Moja małą dzisiejszą radością była piękna pogoda na zewnątrz i naprawdę miły spacer! Bardzo się cieszę, że udało mi się dzisiaj wyjść z domu. Śnieg był wymarzony do lepienia bałwana, szkoda tylko ze go zaczyna już brakowac na jeżdzenie na sankach :) 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 1 March 2013

March's Daily Gratitude 01

Zgodnie z marcowych postanowieniem, wracam do codziennego wyrażania swojej wdzięczności i spisywania miłych, dobrych rzeczy jakie mi sie przytrafiły w danym dniu. Jeśli zechcecie dołączyć - super :) 

Dziękuję za : 
dzisiejszą mobilizację do działania, wpisy na blogu (podsumowanie miesiąca oraz uaktualnienie planu na Marzec), udane korepetycje, przemiły spacer z "nową koleżanką" (jedna z dziewczyn, której pomagam w angielskim), smaczną sałatkę jaką dziś przygotowałam, miły wieczór z Lubym, chwilkę pogawędki z mamą przez telefon. 

Miłe rzeczy, jakie mnie dziś spotkały: 
piękna i iście wiosenna pogoda na zewnątrz (plus 8 stopni, mimo śniegu po kostki wokoło) ; miły email od znajomej ; stwierdzenie Lubego, że pora pozbyć się tłuszczyku i jego 20 brzuszków zmobilizowały i mnie do ruszenia tyłka z krzesła ; dzisiejsza afirmacja - I am willing to see my magnificence - dzięki której cały dzień chodzę uśmiechnięta i czuję się naprawdę wyjątkowo i od paru godzin powtarzam sobie w myślach coś w stylu "ale jestem zarąbista" ; ! Polecam każdemu taka dawke energii i dobrego samopoczucia.

Pozdrawiam
Jyotika

Summary 11

Zupełnie wyleciało mi z głowy, że Luty jest krótszym miesiącem i dziś już zaczynamy kolejny! Czas szybko leci, a ja patrząc na swój plan miesięczny na luty (patrz poniżej obrazka) dochodzę do wniosku, że albo planowanie idzie mi marnie, albo trzymanie sie planu... Ciągle jednak zbieram nowe doświadczenia. Przygotowanie kolorowego grafiku sprawiło (o którym pisałam w poprzednim poście), że widzę swoje niedociągnięcia i jestem w stanie je sobie poprawić. Przygotowaniem nowego grafiku na nadchodzący miesiąc zajmę sie dziś wieczorem, ewentualnie jutro rano. W chwili obecnej zrobiłam sobie małą przerwę w składaniu miesięcznika Apple Bits dla Almaty International Women's Club. Czas na małe podsumowanie minionego miesiąca. 
Może planu, jaki sobie nań przygotowałam nie udało mi sie w pełni zrealizować, ale udało mi się dokonać wielu innych rzeczy. Ciesze się, z mozliwości udzielania korepetycji. Bardzo lubię to robić a przy okazji sama ciągle się uczę i odkrywam coś nowego. Przygotowuję materiały na zajęcia prawie codziennie - prawie pełen mam już jeden segregator! Dzięki korepetycjom zmobilizowałam się do ułożenia sobie codziennego grafiku, który pomaga mi w codziennym planowaniu dnia. Dzieki temu, więcej rzeczy udaje mi się załatwić, więcej przeczytałam i zaczęłam spacerować. Udało mi się wprowadziś w życie kolejny malutki projekt - codzienny pozytywny email do przyjaciół. Lubie je planować i daje mi sporo satysfakcji ich tworzenie i wysyłanie. Super, że odwiedziła mnie znajoma z Polski, spędziłyśmy razem świetny dzień, mam nadzieję nie pierwszy i nie ostatni. 
Na co planuje położyć nacisk w tym miesiącu? Głównie na dbanie o siebie (zdarza mi sie zapomnieć o paznokciach czy stopach) - zakup maski, odżywki do paznokci i nowych kremów obowiązkowo. Chcę poszerzyć swoją garderobę o dwie sukienki, wygodne buty do chodzenia po górach, trampki na siłownię i płaszcz / kurtkę wiosenną. Wiem, że dzięki grafikowi będę więcej spacerować i czytać książki. W planach mam sięgnięcie po podstawy ekonomii oraz powtórne przeczytanie "You Can Heal Your Life" Louise Hay. Jestem również w trakcie przygotowywania listy filmów do obejrzenia przez najbliższe 4 tygodnie. Będzie się działo! 

Z jednej strony, nie jestem specjalnie zadowolona z minionego miesiąca, kiedy patrzę na mój kalendarz kratkowy, ale z drugiej strony, jak myślę ile rzeczy miałam do ogarnięcia i przygotowania w związku z korepetycjami (7 osób, część po 2 razy tygodniowo, częśc 3 razy tygodniowo), to stwierdzam, że i tak większość rzeczy ogarnęłam i w tym miesiącu będzie lepiej!
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 24 February 2013

Weekly's Gratitude 04/2013

W tym tygodniu przez większą część czasu towarzyszyła mi lekko melancholijna Alanis Morisette "That I would be good" . Uwielbiam ten utwór. Mogłabym go słuchać godzinami (co czasem robię). Alanis śpiewa w nim, że nawet jeśliby przytyła na wadze, nie byłaby dalej królową, czy miałaby zły humor, to wciąż byłaby dobra i byłaby kochana ("odwrócony tryb warunkowy" - That I would be fine even if I went ban­krupt / If I went bankrupt I would be fine.) . Podobają mi się te słowa. Uważam, że każdy z nas zasługuję na bezwarunkową miłość, oraz bezwarunkowo powinien być dobry dla innych... 


Dziękuję za miniony tydzień. Ciesze się, że ciągłe przybywa mi nowych "uczniów", mam nadzieję, że podołam pokładanym we mnie nadziejom z ich strony. Bardzo mi się to podoba, przygotowywania do zajęć, tłumaczenie, robienie z nimi ćwiczeń. Dzięki temu ja sama się rozwijam również! Na razie to w sumie początki, więc wszystko jest łatwe i przyjemne. Mam nadzieję, że takie pozostanie. 
Cieszę się, z każdego wyjścia z Lubym czy samodzielnie do miasta. Nie jest łatwo, mieszkając tak daleko od centrum, dlatego każde wyjście staram się wykorzystać jak najlepiej. Spotkać się ze znajomymi, czy załatwić najpilniejsze sprawy. Nigdy nie wiem, kiedy następnym razem będę w mieście. 
Dziękuję, za dobre jedzenie. Uwielbiam gotowac, ale lubię też wyjść gdzieś zjeść coś dobrego i nie martwić się potem o sprzątnięcie po gotowaniu (moja kuchnia wygląda jakby przeszło przez nią tornado, nawet jak robię zwykłą jajecznicę). 
Dziękuję za to, że mam ciepło w domu, jest woda (przez trzy dni były braki w dostawie, właściwie to jej nie było, odzyskaliśmy dziś), jest internet (z przerwami, ale mogłoby go nie być w ogóle), jest elektryczność... Cieszę się, z rozwoju, postępu przemysłowego jakiego dokonaliśmy, a który umożliwił nam posiadanie tego wszystkiego. Dziś mieliśmy z Lubym rozmowę o tym. On się dziwi, czemu w XIX wieku rozwój nastąpił praktycznie w przeciągu 50 lat, a teraz mamy XXI wiek, a wszystko stoi w miejscu. Uważa, że przy dostępnych zdobyczach cywilizacyjnych postęp powinien być piorunujący (czyt. zasiedlenie Marsa powinno niedługo nastąpić) a argumenty w stylu "ogromne zapotrzebowanie finansowe" (czy brak warunków atmosferycznych na Marsie) nie jest dla niego żadnym argumentem (bo przecież jak zasiedlano Amerykę, to tam też nie było dogodnych warunków - podróż długa, drewnianymi statkami, zaczynanie od zera wszsytkiego, początkowe życie w drewnianych chatach, gdzie w Wielkiej Brytanii wszystko już było murowane itp itd)... 
Dziękuję za miłe spotkanie ze znajomymi z klubu AIWC. Fajnie było zobaczyć się z nimi po prawie trzech miesiącach! Nawet nie sądziłam, że tyle czasu upłynęło! Dobrze nam sie rozmawiało, teraz tylko wypadałoby  wziąć się do pracy i zacząć redagować gazetkę AB ! 
Wiecie czego tylko nie lubię? Że dni tak szybko lecą. Niedawno był poniedziałek!!! 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 22 February 2013

Weekly Schedule?!

Na brak zajęć ostatnio nie mogę narzekać, a muszę się jakoś zoganizować, aby wszystkiemu podołać. Do tego strasznie mnie denerwowało, jak po całym dniu spędzonym na korepetycjach, Luby się mnie pytał czy pracowałam nad "naszą" (czyt. jego) strona internetową. Przygotowałam więc grafik, aby mu uzmysłowić, że w dniu korepetycji nie mam absolutnie na to ani czasu, ani chęci. Jeden powiesiłam w swoim "miejscu pracy", a drugi powieszę gdzieś przy jego połowie łóżka, aby mi niepotrzebnie tyłka nie zawracał. Poza tym, sama potrzebowałam wizualnej organizacji tygodnia. Bardziej konkretnej od wstępnej listy "to do this week"... 
Nie jestem z niego do końca zadowolona, znaczy się z grafiku, nie z Lubego. Podejrzewam, że będzie jeszcze ulegał zmianie. Na razie wyszło mi tak a nie inaczej, zobaczymy co będzie dalej. Ogólnie mój dzień ma dwie główne poranne stałe, które nie wiem czy wrzucić w plan, czy odpuścić i pozostawić białe plamy: 
08:00 - 09:00 pobudka, łazienka (prysznic, makijaż, ubranie się itp) 
09:00 - 09.30 / 10.00 I śniadanie, afirmacja i poranna medytacja. 
Jeśli rozbije plan na bardziej szczegółowy, zrobi się strasznie długi i mniej czytelny. Jeśli tak zostawie, mam wrażenie, że czegoś brakuje i nie gra ze sobą... 

Wtorki i czwartki to główne dni korepetycji. Lekcje po około półtorej godziny (wliczone w to dojście do odpowiedniego bloku wokoło, rozebranie sie i ubranie itp). 
Środy z reguły spędzam w mieście, ale co zrobić, jeśli akurat przyjdzie mi zostać w domu? Rozbić środę na dwa typy? To samo z piątkiem - w większości będę zostawać w domu, ale co zrobić, jeśli mi przyjdzie jechać do miasta na cały dzień? 

Do tego na korepetycje mam zapisane jeszcze dwie kobiety - Sveta i Nastya. Problem z nimi jest taki, że obie mają ruchome dni wolne, nie mogę z nimi zrobić stałych godzin, w każdym tygodniu ten sam dzień o tej samej porze... To też była kolejna przyczyna rozpisania graficznego tygodniowego planu zajęć, aby mniej więcej zorientować się, jak to fizycznie wygląda. Nastya może przychodzić tylko po godzinie 16.00 (w dzień sama chodzi do Colleague) a Svetlana - dowolna część dnia, zależy jak wróci z pracy i na którą będzie miała następny dyżur... Żółte pola w poniedziałek i piątek wstępnie są przeznaczone właśnie na nie... 
Pomarańczowa opcja "internet, e-mails, games" to godzina lub dwie, przeznaczona na FB, forum,  bloga, odpowiedzi na emaile, i mało czasochłonne gry (lubię je bo mnie odprężają, a skoro i tak łążę po necie to mogę na nie zajrzeć co pare minut na chwilkę, buduję sobie miasto i zbroję armię :P ). Do tego sprzątnięcie mieszkania w sobotę - nie wiem czy wyrobię się w półtorej godziny, a nie mam jak pociąć kolejnej godziny na pół (14:00 - 15:00) ... 

No i oczywiście główny problem na zielono - WebSite. W chwili obecnej bardziej jako hobby buduję strony internetowe, mam parę do przygotowania aby się podszkolić. Wiem, że mi się to spodoba (o ile przestanę mieć wieczne problemy z połączeniem internetowym) , ale ciężko jest mi wygospodarowac na to czas, nie wiem ile i jak to sobie zorganizować, do tego jak wpleść w to czytanie i inne rzeczy (np. wieczorny film, czy serial)... Do tego godzinny poranno-popołudniowy spacer w dni wolne od korepetycji, przynajmniej trzy razy w tygodniu! Luby już się burzy, że od dwóch dni nie zajrzałam na stronki - wczoraj miałam korepetycje, dziś pojechaliśmy do miasta, potem też wpadły mi korepetycje nieoczekiwanie (Sveta) a teraz siedzę i organizuję grafik...  

Pozdrawiam.
Jyotika

P.S. Jeśli ktoś ma jakieś sugestię - jestem otwarta na propozycję :)  Będę rownież bardzo wdzięczna za jakąkolwiek pomoc udzieloną w tym zakresie :) Życzę miłego wieczoru! 

Sunday, 17 February 2013

Weekly's Gratitude 03/2013


Jakoś miniony tydzień, mimo że bardzo udany nie posiadał swojej piosenki przewodniej. Ostatki zimy solidnie dają nam się we znaki, i z tej okazji chciałabym zadedykować Wam piosenkę - Colbie Caillat "Brighter that the Sun". Walentynki były niedawno, a ta piosenka dla mnie to takie połączenie 2w1 - żywiołowa i wesoła piosenka o uczuciu, które jest jaśniejsze od słońca.... 


Miniony tydzień przyniósł mi mnóstwo radości ale i było parę cieni, które teraz zaczynają mnie dopadać z lekka. Mam zamiar im się jednak nie dać! Ważniejsze są dla mie te ciepłe i radosne strony minionego tygodnia. Wolę sobie teraz je poprzypominać, niż się zamartwiać 10 minutami niezbyt miłych słów jakie usłyszałam na przestrzeni całego tygodnia. Szklanka jest do połowy pełna! 
Ciesze się z możliwości dawania korepetycji. Poznaję nowych, ciekawych ludzi. Niedawno uświadomiłam sobie, że mogłabym poszukać również korepetycji w centrum już za normalniejsze pieniądze! Postaram się tym zająć w pzyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze w tym kierunku. 
Ciesze się z odwiedzin u dawno nie widzianej koleżanki. Miło się mi z nią przegadało prawie 3 godziny i żal było od niej wychodzić. Mam nadzieję, że uda nam się wyjść na zakupy w przyszłym tygodniu! 
Zadzwoniła inna koleżanka i w sumie pzegadałyśmy na telefonie ponad godzinę. Umówiłyśmy się na babski wieczór w przyszłym tygodniu i nocleg u niej. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie! Też bardzo dawno się nie widziałyśmy i bardzo bym chciała spędzić z nią parę chwil. 
Dziękuję za przepiękną pogodę za oknem i za to, że mam ciepło w domu. Na dworze wciąż jest mroźnie i około -15 stopni, ale bardzo słonecznie i jasno. Czuć wiosnę. Mam nadzieję, że dość szybko zawita w nasze progi. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć wiosenne kwiaty - marzy mi się kupić małe doniczkowe żonkile aby postawić sobie na biurku! Cieszę się z nadchodzącej wiosny tym bardziej, że z reguły trwa ona około 3 tygodni a potem jest lato (mniej więcej od połowy kwietnia do połowy września temperatury są powyżej 20 stopni!). 
Dziękuję za każdą miłą chwilę spędzoną z Lubym. Dziękuję, kiedy usiłuje poprawić mi humor. Ciesze się, jak jest czuły i miły, kiedy ze mną rozmawia, ogląda film, gra w Scrabble. Jestem wdzięczna za każde jego dobre słowo, pocałunek, przytulenie. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie ich coraz więcej. 
Mam nadzieję, że Wasz tydzień był również w większości szalenie optymistyczny i wesoły. 
Pozdrawiam
Jyotika 

Sunday, 10 February 2013

Weekly's Gratitude 02/2013

Ciesze się z paru rzeczy w minionym tygodniu. Rozpoczęłam korepetycje, i jest całkiem fajnie. Jedne prowadzę z 8letnią dziewczynką i jej mamą, a drugie mam z 3latką. Naprawdę świetnie się przy tym bawię. Do tego nowy pomysł na pozytywne i motywujące emaile do przyjaciół oraz znajomych (pozytywnie@yahoo.co.uk) - są dodatkową mobilizacją dla mnie i strasznie podoba mi się ich pisanie. Ostatnio spędziłam parę uroczych chwil z Lubym - wypad do miasta na internet, zakupy, partyjka Scrabble, półtorej godziny w saunie, miłe prytulanki... Bardzo dziękuję za te miłe chwile. Cieszę się, że przyjazd znajomej się nie odwlókł w czasie i mam nadzieję, że niedługo będę mogła ją powitać w Almacie. Ciesze się z przepięknej zimowej pogody jaką mam okazję podziwwiać od niedawna - lekki mróz i cudowne słonce, które odbijając się od białego śniegu przyprawia o zawrót głowy! A najbardziej się cieszę z tego, że w domu znalazłam nowe dziwne urządzenie (bij zabij nie wiem jak się nazywa) - coś w rodzaju prodziża, ale jest białe i szklane, można ustawiać temeperaturę i czas pracy. Nie wiem w każdym bądź razie jak to sie nazywa, ale cieszę się, że nagle nie jestem ograniczona tylko do smażonych kotletów, mogę też zapiekać kurczaka (jak to znalazłam, umyłam i domyśliłam sie jak działa i do czego służy, tańczyłam przez 10 minut po całej kuchni :P) . W końcu zacznę robić normalniejsze obiady! 

***

Poniższa piosenka towarzyszyła mi w minionym tygodniu. Jak już gdzieś pisałam - jestem Glee(a)dicted... 


Another year you made a promise
Another chance to turn it all around
And do not save this for tomorrow
Embrace the past and you can live for now
And I will give the world to you

Speak louder than the words before you
And give them meaning no one else has found
The role we play is so important
We are the voices of the underground
And I will give the world to you

Say everything you've always wanted
Be not afraid of who you really are
'Cause in the end we have each other
And that's at least one thing worth living for
And I will give the world to you

Oryginalnie piosenka jest wykonywana przez A Great Big World "This Is The New Year" 

Wednesday, 6 February 2013

The Perfect Morning!

Łapka w górę, u kogo poranki wyglądają właśnie w sposób jak na załączonym obrazku?! Wydaje mi się, że dość często wstajemy, żałując że to już najwyższa pora aby zacząć kolejny dzień. Nie lubimy podnosić się z łóżka, tym bardziej, jeśli za oknem jest szaro i pochmurno. 
Uważam, że sposób w jaki wstajemy ma wpływ na jakość naszego dnia. Jeśli rankiem wstanę za szybko, będę robić wszystko w pośpiechu to potem mam tak naprawdę zły dzień. Niekoniecznie musi się coś stać, ale pośpiech w jakim wstałam powoduje, że jestem bardziej rozdrażniona i łatwiej sie denerwuje. Uwielbiam spać, ale poranke to dla mnie bardzo ważna część dnia i potrzebuję chwili dla siebie. Nie znosze zrywać się z łóżka i pędem wszystko załatwiać.

Mieszkając samej w Londynie miałam ściśle określony poranny rytuał. Nastawiałam budzik na godzinę 7.30. (ze snu wybudza mnie delikatny dźwięk "Liz On Top of the World" Dario Marianelli). Wciąż leżąc w łóżku przestawiałam pobudkę na 8.00 a przez te pół godziny słuchałam porannej medytacji. Jeśli zdarzyło mi sie przysnąć, budzik o 8.00 całkowicie mnie już wybudzał ze snu. Potem wstawałam i szłam się kąpać. Przeznaczałam na to 30-40 minut. Potem jadłam śniadanie i przeglądałam emaile, słuchając sobie przy tym swoich pozytywnych i pełnych energii piosenek. Do pracy wychodziłam 9.10 jeśli jechałam metrem czy autobusem, albo pare minut wcześniej jeśli chciałam iść piechotą. W pracy musiałam być do 9.50. Idąc czy jadąc po drodze słuchałam ciągle wesołych melodii i powtarzałam sobie w myślach "To będzie kolejny cudowny, spokojny, pogodny i wesoły dzień"...
W chwili obecnej mój poranek nie jest jeszcze dopracowany ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Mieszkając w Almacie, nie muszę wstawać wcześnie rano, ja jednak to lubię i mój budzik od poniedziałku do piątku dzwoni mi o 8.00 (w takt melodii "Liz On Top of the World" Dario Marianelli. Przez parę minut jeszcze sie poprzewracam z boku na bok, przytulam sie do Lubego, wstaję i biorę prysznic. Do 9.00 rano jestem ubrana, uczesana i staram się być umalowana. Potem robię sobie śniadanie, herbatkę, wyciągam afirmację i siadam do komputera. Codziennie sobie obiecuję, że tylko na godzinkę lub półtorej ale często schodzi mi na to cały dzień... Chciałabym dalej włączać sobie swoją codzienną poranną medytację. Nie umiem jednak wygospodarować na nią czasu ostatnio. Rano leżąc w łóżku obok Lubego nie chcę mu przeszkadzać włączając ją (on wstaje koło 11.00), a na słuchawkach nie wygodnie mi jest. Z kolei jak już siądę do biurka to zapominam o niej... Mój plan na najlbiższy miesiąc to właśnie nad tym popracować. Dopracować swój poranek. Jeśli macie chęć przyłączcie się do mnie i mego kolejnego wyzwania na najbliższe 4 tygodnie!
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 3 February 2013

Weekly's Gratitude 01/2013

Moja piosenka na podsumowanie obecnego nastroju i calego tygodnia :) Uwielbiam wykonanie Glee, ale jakby ktoś wolal oryginał to jest to piosenka Fun. ft. Janelle Monáe "We Are Young"


Miniony tydzień był bardzo intensywny. Pakowanie, wyjazd do Warszawy, odbiór wizy, lot do Almat, ogarnięcie mieszkania - pranie i sprzątanie, w międzyczasie spotkania z przyjaciółmi i dobrymi znajomymi, niektóre ostatnie przed wylotem, niektóre pierwsze po przylocie :) 
Jestem wdzięczna za bezpieczną podróż, udane pakowanie, mobilizację do sprzątnięcia mieszkania, miłe kawki i herbatki w cudnym towarzystwie, piękną pogodę, dobrych ludzi wokoło mnie (np. przeuroczy pracownik Ambasady, czyt. bardzo przystojny). Cieszą mnie małe radości codziennego życia - działająca elektryka (po prawie dwóch miesiącach męczarni w końcu udało mi się dopiąc swego i wymienili nam bezpieczniki - cała elektryka działa już bez zarzutu) ; działający internet (z przerwami mniejszymi lub większymi ale jest) ; śmieszne głupstwa Matta, którym pozwalam się porwać i się ich nie wstydzić (np. parę tanecznych obrotów w kawiarni czy sklepie jeśli poleci jakaś fajna muzyka i Matta "poderwie") ; za nowe pomysły i i idee, zarówno zarobkowe jak i rozwojowe :) Każdy dzień był, jest i będzie fantastyczny! 
Pozdrawiam
Jyotika


Friday, 1 February 2013

One year of the blog

I minął rok, odkąd prowadzę tego bloga. Kiedy go zakładałam, nie wiedziałam co będzie, ilu będzie miał czytelników i czy ktokolwiek będzie go czytał. Zakładałam go aby uporządkować swe myśli w głowie, z cichą nadzieją, że jeśli ktoś go będzie czytał, to będzie rozwijał się razem ze mną. 
Jestem bardzo zadowolona z rezultatów jakie osiągnęłam. Widzę jak bardzo sie zmieniłam przez ostatni rok i jestem z siebie dumna. Cieszę się, że wytrwałam w pisaniu tego bloga. Dość często zostawiam rozpoczęte projekty niedokończone. Wiele rzeczy dość szybko mi się nudzi i zaczynam szukać innych, nowych wrażeń. Ten blog jest dowodem na to, że potrafie wytrwać w czymś długo. Zdarzają się chwile zwątpienia i niechęci, ale potrafię je przezwyciężyć. 

Jestem wdzięczna za tego bloga, moje pomysły z nim związane, wszystkie posty jakie udało mi się w przeciągu minionego roku opracować, moich czytelników i każdy pozostawiony przez nich komentarz, swoje osiągnięcia w dziedzinie blogowania oraz założenie nowego bloga. Dziękuję, za każdą nową, nawet najdrobniejszą rzecz, jaka mi się przytrafiła i jaką zaczęłam dostrzegać w minionym roku. Cieszy mnie każde moje Evening's Gratitude (Daily or Weekly). Dziękuję za swój optymizm, siłę i chęć zmiany, swój rozwój osobisty, mobilizację (czasem kulejącą) do działania, wiarę w siebie i swe możliwości, poczucie humoru, inteligencję, szczerość, łatwość wyrażania emocji oraz dziękuję za codzienne możliwości i wyzwania, jakie dostaję od życia!

Na tym blogu, pojawiło się parę postów, które lubię osobiście. Dały mi one do myślenia, stały się moją motywacją, nie raz podnosiły na duchu. Poniżej zaprezentuję najważniejszą dla mnie 5:


I na deser coś, co pozwoliło mi nie tylko przetrwać trudne chwile, ale zmienić do nich swe negatywne nastawienie, niszczące mnie samą od środka. Chodzi o metodę "Act as if...". Nie wiem co bym zrobiła w swej byłej pracy nie znając tego. Najprawdopodobniej, nigdy nie przestałabym jęczeć i narzekać na swe nieszczęście związane z mą pracą i ludźmi wokoło mnie. Owe narzekanie zaczęłoby mnie negatywnie nastawiać nie tylko do mej pracy i współpracowników, ale do każdego wokoło mnie. Stałabym się jednym wielkim chodzącym nieszczęściem... Jak ja się cieszę, że to mnie ominęło!!! 


Życzę sobie i wam - wytrwałości, zrozumienia, cierpliwości, chęci życia, pozytywnego nastawienia do siebie i świata, wiary we własne siły i możliwości, chęci rozwoju i zmiany siebie, dużego poczucia humoru, pasma sukcesów zarówno na drodze prywatnej jak i zawodowej, a przede wszystkim - bardzo dużo miłości do siebie samej / samego i każdego człowieka w moim i Waszym otoczeniu. 

Pozdrawiam, 
Jyotika

Sunday, 27 January 2013

Anniversary

Wiecie, że niedługo czeka mnie rocznica istnienia bloga? To będzie już rok!!! Strasznie się z tego cieszę!!! Zaczynam już myśleć nad specjalnym postem z tej okazji :) Do przeczytania za parę dni! 

Pozdrawiam
Jytoika 

Friday, 11 January 2013

Summary 10

Rozleniwiłam się w tej Polsce, podczas swego Świątecznego "urlopu od urlopu". Wynikiem tego, podsumowanie Grudnia 2012 ukazuje się włąściwie w połowie stycznia! 

Nawet nie sądziłam, że trzymanie się pewnych zasad i schematów przebiega zupełnie inaczej w zależności od warunków jakimi na dany moment dysponujemy.
Jak mieszkałam sama w Londynie z łatwością przychodziło mi wstawanie rano, sięganie po afirmacje, medytacje, bloga. Nie miałam co prawda czasu na czytanie (a może raczej już brak chęci czasem) i jakoś znajomych było mniej, więc nawet w dni wolne od pracy łatwiej mi było skupić się na sobie i swym rozwoju.
Kiedy przeniosłam się do Almat i zamieszkałam z Mattem, na nowo musiałam jakoś zorganizować sobie swój schemat dnia codziennego aby znaleźć czas na wszystko. Bywały od tego odstępstwa i czasem zapominałam o afirmacji czy medytacji. Nie było to jednak za często i pod koniec udało mi się jakoś to wszystko ogarnąć i zorganizować czas dla siebie, partnera oraz nowo poznanych znajomych.
Kiedy jednak przyleciałam do Polski na Święta, praktycznie wszystko poszło w kąt. Przez ten cały okres czasu aformowałam prawie codziennie (czasem z braku dostępu do internetu nie udostępniałam dziennej afirmacji na swym drugim blogu). Niestety medytować zdarzyło mi się tylko ze dwa razy. A co do bloga - sami widzicie. Brak postów!
Nie to, że nie miałam pomysłów ale raczej brak chęci na zorganizowanie czasu. Ciągle gdzieś latałam, albo nadrabiałam zaległości telewizyjno-kanapowe. Do tego jadłam i piłam i jadłam i piłam. Efekt - nawet nie chcę wchodzić na wagę!
Nie to, że żałuję tak spędzonego czasu - nie uważam go za zmarnowany. Spędzam czas z przyjaciółmi i rodziną. Codziennie gdzieś wychodzę albo jadę na pare dni to do jednej, to do drugiej koleżanki (mieszkają poza moją miejsowością), do tego sprawy wizowe w Warszawie. I tak dzień za dniem odkąd tylko przyjechałam. Siedząc w domu spędziłam całkowicie może ze dwie doby. Moje dni wyglądały do tej pory mniej więcej tak : rano wstawałam, jadłam jakieś śniadanie, obejrzałam parę seriali, potem wczesny obiad i wychodziłam na miasto lub do koleżanki, wracałam późnym wieczorem tylko po to aby położyć się spać. Strasznie się cieszę, ze spędzonego czasu z przyjaciółmi i rodziną, ale zaczyna mi brakować w tym wszystkim czegoś (nie mówiąc już o przybraniu maleńkim na wadze...). Postaram się jakoś zorganizować przez weekend i obmyślić plan wzięcia się za siebie! 

A jak wam minęły Święta? Jakieś mniejsze bądź większe odstępstwa od reguł? 

Sunday, 30 December 2012

Weekly's Evening Gratitude 25

Zrobilam sobie prawie trzy tygodnie wolnego - od blogow, roznych for, internetu ogolnie. Byl to czas, kiedy cieszylam sie przyjaciolmi i rodzina. Takie prawdziwe male lenistwo. Sprawdzalam siebie, myslalam nad tym co mam i co chce miec. 

Ciesze sie, ze spedzonego czasu z rodzina i przyjaciolmi. Wspolnych spotkan, posilkow, herbaty, rozmow, ogladania filmow itp. Teskno mi za mym Lubym i bardzo bym chciala aby byl tutaj ze mna. Z jednej strony chcialabym przedluzyc moj pobyt tutaj, aby spedzic wiecej czasu z przyjaciolmi i rodzina, z drugiej chcialabym go skrocic aby szybciej wrocic do Matta... Mam nadzieje, ze on za mna rowniez tak teskni... 

Fajnie jest moc sie spotkac z przyjaciomi, obejrzec jakis film, poplotkowac, powspominac, wypic winko czy drinka. Ciesze sie, ze moge to robic i dziekuje za kazda chwile spedzona w towarzystwie przyjaciol i rodziny. 

Kiedy siostra wyjezdzala uswiadomilam sobie, jak bardzo za nia tesknie i jak jest mi przykro, ze ona jest tak daleko. Czasem sie klocimy, czasem sobie doradzamy a czasem niesluchamy jedna drugiej. To jednak moja siostra i naprawde za nia tesknie i lubie z nia spedzac czas. 

Dziekuje za biale swieta - bylo duzo sniegu, ktory wlasnie sie topi, szkoda troszke, ale przynajmniej drogi sa bardziej przejezdne. Bardzo chcialam miec ladne, biale swieta i ciesze sie, ze takie byly. 

Dziekuje za przepyszny barszczyk i pierogi mamusi, dobrego karpika i kartacze, za pyszne salatki, kompociki, kawe i herbatki. Tesknilam za polskim jedzeniem (w KZ jest inny chleb, ciezko jest o normalna wedline). Ciesze sie, ze moge choc troszke pojesc "normalniej". 

Dziekuje za partyjki Scrabble zagrane z przyjaciolmi, za fajna zabawe z nimi. 

Ciesze sie, ze moglam sie przejsc do kosmetyczki. Mam nadzieje ze kosmetyki, ktore wymodzilysmy teraz beda dobre dla mojej cery. Postanowilysmy troszke zmienic technike dbania o skore, zobaczymy co z tego wyjdzie. 

Naprawde ostatnie tygodnie byly super. Ciesze sie bardzo, ze jestem na swieta w Polsce. Dziekuje za taka mozliwosc! 

Sunday, 9 December 2012

Weekly's Evening Gratitude 24

Czasem sie zastanawiam, czy te dni nie uciekaja za szybko. Tydzien za tygodniem i nagle sie okazuje ze za 4 dni bede siedziec w samolocie do Polski - swieta w Polsce po 2 latach! Bardzo sie z tego ciesze i dziekuje za taka mozliwosc. 

W chwili obecnej jestem bardzo zmeczona - nie wyspalam sie dzisiaj i w tym miejscu, chcialabym podziekowac za kazdy dzien, kiedy moj sen jest spokojny, niczym nie przerwany, kiedy budze sie wypoczeta i pelna energii! 

Chcialabym podziekowac za nowe wyzwanie, jakiemu sie podjelam - o ograniczeniu "Pozeraczy czasu" przynajmniej na razie dwa razy w tygodniu. Dzis udalo mi sie spedzic bez nich jeden dzien. Z czego barzo jestem zadowolona. Dzien spedzilam milo - na swierzym powietrzu z Lubym. 

Dziekuje za moich czytelnikow - oba blogi maja ponad 5000 wyswietlen. Z czego bardzo sie ciesze i dziekuje Wam za kazda wizyte. Ciesze sie, kiedy komentujecie i dodajecie cos od siebie. To mile! 

Co mnie dobrego spotkalo w minionym tygodniu? Urocze spotkanie ze znajomymi. Milo spedzony czas z nimi przy partyjce Scrabble. Ciekawa rozmowa w sprawie pracy w banku. Wykonanie (przynajmniej czesciowe) stroika swiatecznego. Kupienie nowego przenosnego grzejniczka, dzieki ktoremu mamy cieplo w pokoju. Wypad z Mattem na narty, ktory skonczyl sie tylko na kawie w gorach (stwierdzilismy ze nam za bardo tyleczki przymrozi). Wypita prawdziwa goraca czekolade (nie spodziewalam sie, ze bedzie tak cholernie slodka - ja nie dalam jej rady). Kolejne udane wydanie gazetki dla AIWC. Mile sniadania w towarzystwie Lubego. Uprzejmosci i pomoc ze strony kierowcow rodziny, dla ktorej Luby pracuje (nie sa zbyt chetni do pomocy ogolnie). 

Nie moge doczekac sie wyjazdu do Polski i miesiaca tam spedzonego. Mam nadzieje, ze swieta beda magiczne i kolorowe :) 

Sunday, 2 December 2012

Weekly's Evening Gratitude 23

Na wstepie mego postu chcialabym bardzo sie niezgodzic na nastepujace stany rzeczywistosci: 
- tydzien trwa 7 dni, z czego kazdy po 24 godziny ; to zdecydowanie za malo i czas biegnie za szybko - protestuje ; 
- mieszkanie w gorach plus sniezyca powoduja braki w dostawach internetu, od ktorego jestem chyba uzalezniona - protestuje (jeszcze nie wiem czy przeciwko uzaleznieniu czy brakach w dostawie) ; 
- zasypane drogi spowodowane powyzszym powoduja niemoznosci dojazdu do miasta i skazuja mnie na minimum 5 dniowe siedzenie w domu, bez ksiazek, internetu (jak wspomnialam wyzej) i przyjaciol - zdecydowanie protestuje i strzelam fochem na taki stan rzeczy . 
Dobra, protest zakonczony - jesli ktos wie do kogo z nim sie zwrocic prosze pisac... 

***

Za co moge podziekowac w minionym tak krotkim tygodniu? 

- za piekny bialy iskrzacy snieg (bo to snieg powinien sie iskrzyc a nie wampiry) ; 
- za sloneczne i w miare cieple jak na grudzien i gory dni (okolo -5 stopni tylko) ; 
- za bardzo smaczy zimowy rozgrzewajacy kompot, ktory ostatnio zrobilam, i ktory zachwycil mego wybrednego Lubego ; 
- za wszystkie partyjki w Scrabble, uwielbiam w nie grac, nawet jesli przegrywam (chyba pora jednak nauczyc sie pare nowych slowek z angielskiego) ; 
- za nowa mala ksiazeczke, ktora sobie kupilam (kolejna czesc przygod Erasta Pietrowicza Fandorina) ; 
- za mile rozmowy przez telefon, Skype czy FB ; 
- za tylko 13 dni oddzielajace mnie od pobytu w PL ; 
- za dobry i dlugi sen, jakiemu uwielbiam sie oddawac od godziny 24 do 8 rano ; 
- za kazdy dobry posilek, nowy pomysl na danie, herbate czy zwykla salatke ; 
- za kazdy usmiech moj, dowcip Lubego, przytulenie i czule slowo ; 
- za to ze jestem, jestem zdrowa i szczesliwa :) 

Dzis krotko i na temat. Boje sie, ze jak sie rozpisze to internet mi gdzeis ucieknie i nie bede mogla opublikowac. Lece popatrzec sie jeszcze na iskrzacy sniezek (juz przez okno bo mam wrazenie, ze zasne na stojaco). Pozdrawiam i zycze udanego kolejnego tygodnia!

Sunday, 25 November 2012

Weekly's Evening Gratitude 22

Wiekszosc z Was pierwsze zdanie powinna znac juz na pamiec - w skrocie - kurcze pieczone jak ten tydzien szybko minal... 

Dzis bedzie szybciutenko (mam jakies 5 minut zanim Luby skonczy prysznic). 

Chcialabym podziekowac za rozmowy, za zrozumienie, cierpliwosc, empatie, proby wspolpracy, kompromis, za to wszystko co udaje nam sie osiagnac w zwiazku, i za to wszystko nad czym musimy jeszcze popracowac. Dziekuje za checi - aby ich nigdy nie zabraklo pod tym wzgledem. Dziekuje za podejscie "naprawy czegos" a nie "wyrzuce stare, kupie nowe"... 

Ciesze sie, za to ze mam telefon i Skype, i Internet. Pozwalaja mi one komunikowac sie z przyjaciolmi, znajomymi. Dowiedziec sie co u nich, jak sie czuja, poradzic sie czy po prostu poplotkowac. 

Dziekuje za samotny spacer. Nie sadzilam, ze moze byc az taki przyjemny. Rankiem jak slonko zapukalo do mych okien po prostu nie moglam sie mu oprzec. Owszem, chcialabym wyjsc pospacerowac z Lubym, ale raz - on spal, dwa - wrocil pozna noca, trzy - bylam pewna, ze bedzie zle sie czul jesli go obudze. Spacerowalo mi sie bardzo milo. Poczatek zimy a pogoda byla cudna - cieplo, slonecznie, bardzo radosnie. Humor od razu ulega poprawie! 

Ciesze sie, ze moge od czasu do czasu wyjsc z Lubym do kawiarni czy restauracji, zagrac w Scrabble, obejrzec film, pojsc na spacer, posmiac sie razem, lekko powydurniac. Sa to moze drobne rzeczy, ale jak dla mnie, bardzo istotne w zwiazku. 

Dziekuje za to, ze lubie gotowac dla innych i przyjemnosc mi sprawia przygotowanie sniadania czy obiadu, a nawet zwyklej herbaty! To jeden z powodow, kiedy nie moge sie doczekac przyjazdu do Polski i wspolnych posilkow z przyjaciolmi!

No i Luby wypelzl spod prysznica. Wybaczcie ale ide sie poprzytulac - Luby nazywa mnie przez to "hugging terrorist", gdyz wykorzystuje kazdy moment aby sie przytulic, nawet po raz 10 danego dnia czasami... Mam nadzieje, ze Wasz tydzien byl bardzo owocny. Zycze udanego kolejnego Tygodnia! 

Tuesday, 20 November 2012

Meditation

Medytacja [łac. meditatio - zagłębianie się w myślach, rozważanie, namysł]


Slownik Jezyka Polskiego PWN: 
W psychologii to technika polegająca na koncentrowaniu uwagi na jednym niezmiennym źródle bodźców (monotonna muzyka, prosty kształt, mantra) w oczekiwaniu na doświadczenie specyficznych doznań. Jest to metoda samodoskonalenia, poszerzania granic własnej świadomości, wykorzystywana także w psychoterapii.

Wikipedia: 
To praktyki mające na celu samodoskonalenie, stosowane zwłaszcza w jodze oraz w religiach i duchowości Wschodu (buddyzm, taoizm, konfucjanizm, hinduizm, dżinizm), a ostatnio także przez niektóre szkoły psychoterapeutyczne. Elementy medytacji dają się również zauważyć w chrześcijaństwie (hezychazm) i islamie (sufizm). 
Wbrew łacińskiemu źródłosłowowi wschodnia medytacja niekoniecznie ma coś wspólnego z namysłem, często jest nawet jego przeciwieństwem, w niektórych szkołach filozoficznych wręcz zaleca się oczyszczenie umysłu z jakichkolwiek myśli i wyobrażeń. 

***

Bardzo lubie medytowac. Sa rozne techniki medytacyjne, na pewno w internecie znajdziecie ich wiele (np. tutaj). Ja osobiscie dziele je na trzy kategorie: "swiadoma", "nieswiadoma/poswiadoma" oraz wizualizacja. Nie wazne ktora z nich wybierzemy, najlepiej jest jak trwa ona minimum 15 minut. Dobrze tez jest ja wykonywac codziennie. 

Do medytacji mozna wykorzystywac sama muzyke, lub muzyke ze spokojnym glosem prowadzacym nas w glab siebie, lub mowiacym/afirmujacym pozytywne sentencje. 

Najczesciej korzystam z nieswiadomej/podswiadomej medytacji. Kiedy sprzatam, czy robie pranie, pracuje na komputerze, wlaczam sobie albo youtube, albo moje mp3 z medytacjami Louise Hay i Susan Jeffers (wciaz szukam polskich fajnych medytacji tego typu). Nazwalam je "nieswiadomymi" bo moj umysl i cialo zajete jest robieniem czegos innego. Wiem jednak, ze moja podswiadomosc notuje to co slysze i przyswaja zdobyta wiedze Z reguly sa to medytacje mowiace o tym jak pokochac siebie czy o pozytywnym nastrojeniu siebie na nadchodzacy dzien itp. Lubie rowniez sama muzyke relaksacyjna, ktora wlaczam sobie od czasu do czasu, piszac posty czy uczac sie jezykow. 

Swiadoma  afirmacje staram sie wykonywac raz w tygodniu, wtedy, kiedy znajde dluzsza chwilke. Jesli jestem w domu, siadam wtedy sobie wygodnie w fotelu, lub sie klade na lozku. Staram sie rozluznic swoje miesnie i skupic sie na dzwiekach i slowach dochodzacych z medytacji. Czasem wykorzystuje chwile, kiedy jade gdzies pociagiem czy autobusem. Nie jest zalecane sluchanie medytacji podczas prowadzenia samochodu czy jazdy rowerem. Wykorzystuje tutaj rowniez moje ulubione autorki Susan Jeffers czy Louise Hay (tak tak, wciaz szukam ciekawych polskich odpowiednikow ich medytacji). Lubie rowniez wykorzystywac w tym rodzaju medytacji sama muzyke - staram sie poczatkowo skupic na oddechu i postarac sie wyrzucic z mej glowy jakiekolwiek mysli. 

Wizualizacje sa rowniez ciekawa technika medytacyjna. Polegaja one na kreowaniu pewnej rzeczywistosci w umysle. Lubie ja robic od czasu do czasu, ale do tego potrzeba juz niezwyklego skupienia, ciszy, samotnosci, spokoju. Podczas tej medytacji wykonujesz to, o czym mowi Ci glos, wprowadzajacy Cie w stan relaksu. Znalazlam bardzo fajna polska Medytacje Swiatla. 

W medytacji wazne jest, abysmy czuli sie z tym dobrze. To nic, jesli zdarzy Wam sie przysnac, czy wasz umysl "odplynie" (zaczniecie myslec o czyms intensywnie). To normalne i sie zdarza, przynajmniej na poczatku. Ja mam dwie ulubione medytacje - Poranna i Wieczorna z Louise Hay. Bardzo czesto jeszcze przy nich przysypiam, glos Louise jest naprawde niezwykly i dziala na mnie bardzo kojaco. Nasza podswiadomosc jednak wciaz pracuje, wiec jesli przysniecie, naprawde nic takiego sie nie stalo. Za jakis czas sie obudzicie. Jesli wasze mysli gdzies odejda, postarajcie sie wrocic do sluchania medytacji (o ile oczywiscie nie sluchacie medytacji w trakcie robienia prania, czy odrabiania lekcji). Ja naprawde bardzo lubie to robic i staram sie znalezc czas aby tym sie zajac. 

Sunday, 18 November 2012

Weekly's Evening Gratitude 21

Kolejny tydzien minal jak z bicza strzelil. Nie wiem, czy to przez zblizajace sie swieta, czy to przez to, ze kazdy drugi dzien bylam w miesice, ale mam wrazenie ze ten tydzien minal nad wyraz szybko... Choc wydaje mi sie, ze pisze tak w kazdym tygodniu... 

Wydarzylo sie wiele fajnych rzeczy, ktore mnie raduja i za ktore chce podziekowac.

Po pierwsze - za moich czytelnikow, zarowno tego bloga, jak i mego drugiego bloga - Pozytywne Myslenie Kazdego Dnia. Jest nas coraz więcej. W chwili obecnej ten blog zaliczył ponad 5000 wejsc! A Pozytywne Myslenie - 2000 wejsc. Ciesze sie, za kazde mile slowo, ktore od Was dostalam, za Wasze komentarze i emaile. Bardzo Wam dziekuję :) 

Po drugie - dziekuje za pomysly i idee na nowe posty, ktore poprzychodzily mi ostatnio do glowy. Ciesze sie, ze zalozylam sobie zeszyt do ich zapisywania, dzieki temu latwiej jest mi kontrolowac to co chce robic. Oczywiscie powstaja tez posty "spontaniczne", ale fajnie jest wiedzec, ze sa tematy, ktore chce tutaj omowic. 

Po trzecie - udało mi się rowniez zrealizowac ponad polowe spisanych zadan (polowa nie zrobiona to głownie zakupy -  kupno spodnicy, butow zimowych, ksiazki o HTML, płaszcza zimowego, pudelek na drobiazgi - nigdzie nie moglam nic ciekawego znalezc). Mam nadzieje, ze w przyszlym tygodniu pojdzie mi z tym lepiej. 

Po czwarte - strasznie sie ciesze, ze jade do Polski na swieta. Nie spedzalam swiat z bliskimi juz 3 lata i to dla mnie bardzo istotne, aby znowu to zrobic. To gotowanie, strojenie choinki, kupowanie prezentow, kupowanie nowych bombek, lampek, papierow do pakowania prezentow, to podkladanie podarkow pod choinke gdy nikt nie widzi... Uwielbiam zywa magie swiat i strasznei mnie irytuje jak ktos usiluje mi to odebrac... 

Po piate - ciesze sie z kazdej milej chwili spedzonej z Mattem. Dziekuje za wspolne ogladanie "The Big Bang Theory", za wspolna jazde samochodem (za jego role jako mego szofera od czasu do czasu), za wspolne sniadania, za jego usmiech i pocalunki. Dziekuje ze jest ze mna i ze sie kochamy. 

Po szoste - dziekuje za "drobne" sprawy. Ciesze sie, ze udalo mi sie nadrobic pare zaległosci emailowych, spotkac sie ze znajomymi, kupic sobie cieplejszy plaszcz na pozną jesien (zimowego wciąż szukam), kupic sobie kolorową koszule, zrobic nowy plan nauki jezykow i zaczac go realizowac, ze udalo mi sie zrobic zalegle pranie/ Ciesze sie z wygranej partyjki  w Scrabble (potem Luby mi sie przyznal, ze pozwolil mi wygrac bo chcial, abym dobrze wypadla przed moimi znajomymi - urocze, prawda?)

Po siodme i najwazniejsze - dziekuje za to, ze zyje i dane jest mi cieszyc sie kazda chwila!