Saturday, 25 May 2013

Family...

Dzisiaj będzie krótko... 
Moja mama wyjechała za tatą na drugi koniec Polski. Opuściła swoją najbliższą rodzinę - 2 braci i 2 siostry, plus ich partnerzy, dzieci, mamę itp. Skutkiem tego było, że ja i moja siostra mamy słabszy kontakt z tą częścią rodziny. Jak byliśmy mniejsi spędzaliśmy u babci i mamy rodziny każde wakacje. Z czasem, w sumie jak byłam w liceum, kontakt zaczął się urywać. Teraz o ile siostra dalej stara się tam jeździć co parę lat - szczególnie że w chwili obecnej ma bliżej, o tyle ja mieszkając od paru lat za granicą nie mam takiej możliwości - jak przyjeżdżam na kilka dni, wolę je spędzić z mamą i tatą w rodzinnym mieście.Ostatni raz widzieliśmy się 3 lata temu na babci urodzinach, kiedy to wszyscy zjechaliśmy do babci na krótkie urlopy.
Teraz znowu spotkałam się z siostrami, kuzynami, ciociami, wujkami itp. Niestety z powodu bardzo smutnej okoliczności - zmarł mamy brat. Podróż na drugi koniec Polski zajęła nam cały dzień. Jako, że ja nie muszę się spieszyć do pracy, zostałam parę dni dłużej u jednej z sióstr ciotecznych. Powiem tyle - wcale nie czuję, jakby mnie nie było tutaj kilka lat! Szkoda, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach, ale możliwe że bez niej, minęłoby kilka lat zanim znowu bym odwiedziła te strony... 
A jak u was z tm jest? Jak daleko macie do babć, wujków, rodziny??? 
Pozdrawiam
Jyotika

Thursday, 16 May 2013

Be ready...

Na zmiany trzeba być gotowym, inaczej nie przekonamy się do nich. Ważne jest również mieć kogoś, kto pomoże nam przejść przez pewien proces zmian, kto czasem nam da kopa albo powie "stop, nie jesteś na to gotów", kto pomoże nam czasem zrozumieć nasze uczucia albo pokaże nam daną sytuację z innej strony, z punktu widzenia obserwatora danego wydarzenia itp. 
Ostatnio miałam długą rozmowę z przyjaciółką, która jak wiele z nas potrzebuje zmian, nie na wszystko jest jeszcze jednak gotowa. Jest bardzo religijną osobą i od czasu do czasu jeźddzi na różne rekolekcje, oraz jeszcze niedawno należała do jednej z grup katolickich, gdzie miała swojego "opekuna", który ją bardzo dobrze znał, wiedział z czym miała problemy, wspierał kiedy miała zły dzień, wysłuchał, pomógł itp. Pewnego razu pojechała na dłuższe rekolekcje terapeutyczne. Na owych rekolekcjach nie zostali jednak przydzieleni opiekunowie, którzy pomogli by uporać się z pojawiającymi się podczas zajęć emocjami, niepewnością, lękiem. Koleżanka nie była w stanie sobie z tym poradzić, pojawiło się w niej wiele negatywnych i ciężkich emocji, o których z nikim nie mogła porozmawiać. Jak wróciła z rekolekcji, usiłowała porozmawiać ze swoim opiekunem z grupy katolickiej, o tym, że źle się po nich czuje. Niestety spotkała się z niezrozumieniem i jak mi powiedziała, cała grupa powoli się od niej odwróciła. 
Owszem znam przyjaciółkę bardzo dobrze i wiem, że uwielbia obwiniać innych za wszystko co jej się przytrafia. Wiem również iż całkowicie nie była gotowa na rekolekcje w jakich uczestniczyła. Dziwię się, że opiekun religijny jakiego miała nad sobą jej nie uprzedził, nie powiedział, że może to nie jest jej czas na to... Ewentualnie czemu jej nie wysłuchał po rekolekcjach, nie porozmawiał z nią, nie wsparł... 
Czasem nie jesteśmy gotowi na jakieś wydarzenie, temat rozmowy / zajęć / terapii. Dobrze by było mieć kogoś, kto nas wesprze, doradzi i pomoże. Kiedy jest się daleko stąd nie zawsze można to zrobić. 
Ja do rozmowy o mamie przygotowywałam się przez prawie rok terapii. Pierwsze rozmowy o nas zaczęły sie po 10 miesiącach dopiero bo dopiero wtedy byłam na to gotowa emocjonalnie a i tak po pierwszej rozmowie, dotyczącej dzieciństwa rodziców przepłakałam 3 dni bo było mi tak ciężko... Ale ja byłam do tej rozmowy przygotowywana i miałam z kim podzielić się moimi emocjami po rozmowie. 
A jak to było u Was? Potraficie sami wyczuć czas na konkretne rozmowy, zmiany, wydarzenia? Czy może macie kogoś, z kim możecie o tym porozmawiać, kto wam doradzi i pomoże? 
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 12 May 2013

Summary 12 and 13

Ominęłam dwa podsumowania miesięczne. Nie dlatego, że nic sie nie działo, ale dlatego, że w kwietniu brakowało mi mobilizacji aby to zrobić. Bardzo mi tego brakowało. Tęskniłam za pisaniem, ale miałam poczucie totalnej pustki w głowie. Brak pracy Lubego dawał mi się we znaki i popadłam w marazm i małą apatię co do pisania, dzielenia się swoimi przemyśleniami itp. Nie wyrobiłam w sobie nawyku pisania postów wcześniej. Zawsze piszę posty na chwilę obecną i właśnie czasem takie sa o to efekty - w chwilach braku weny, nawet jeśli mam parę pomysłów na posty, to nic się nie pojawia. Postaram się z tym zawalczyć w przeciágu najbliszych paru miesięcy. Mam wiele pomysłów - mój zeszyt z propozycjami na posty jest zapisany, ale nie potrafię się zmobilizować aby zacząć je przenosić na bloga.


Marzec i kwiecień częściowo minęły mi na korepetycjach. Uwielbiam je robic i naprawdę miałam frajdę przygotowując materiały na zajęcia, szukając nowych ćwiczeń, przygotowując testy itp. Podobało mi się zarówno uczyc dzieciaki jak i dziewczyny. Matt stracił pracę i mi udzieliła się częściowo jego apatia - on całe dnie spędzał na narzekaniu i spaniu, szukaniu nowej pracy, a ja miałam chęci tylko na korepetycje. Cała reszta zeszła na dalszy plan i lepsze czasy...

Doświadczenie z korepetycjami dało mi pomysł aby zrobić sobie w Aglii kurs TEFL / TEOFL albo CELTA. Zależy ile będę miała pieniędzy i wolnego czasu. Mi by bardziej zależało na CELTA - jest lepszy, ale znacznie droższy i zajmuje około miesiąca codziennych zajęć na uczelni (ewentualnie pół roku lub rok zajęć on-line). TEFL / TEOFL to z reguły jest kurs 2 lub 3dniowy, znacznie tańszy (też można robić kilkumiesięczny on-line). Wszystko zależy od tego ile czasu spędzę w Londynie po powrocie z Polski.
Do tego bardzo bym chciała pojechać na Walię albo do Kornwalii. Jeszcze dokładnie nie wiem. Wszystko zależy od tego ile czasu spędzę w Anglii, jakie środki finansowe będę miała do dyspozycji i czy będę miała kogos do towarzystwa.

Mam jeszcze troszkę czasu na przemyślenia i nowe plany. Do końca maja będe w Polsce, potem Londyn na czas nieokreślony. W tym czasie mam zamiar sie zająć w przeciągu najbliższych trzech tygodni na swoje przemyślenia odnośnie najbliższego roku...
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 19 April 2013

Forget-me-not...

Strasznie nie lubię o czymś zapominać. Niestety ostatnio zdarza mi sie to notorycznie. Prawie od ponad dwóch tygodni nie spisuję co mam do zrobienia w danym tygodniu, nie sprawdzam samej siebie, jak mi się coś przypomni to nie zapisawszy tego "odkładam na poźniej", po czym oczywiście znowu o tym zapominam. W chwili obecnej wygląda to tak, ze mam duże zaległości na obu blogach i stronie internetowej, afirmacja i medytacja leżą odłogiem i kwiczą (od ponad tygodnia nie umieściłam nowej afirmacji na blogu!), mam stertę zaległych emaili do nadrobienia, do tego doszły nowe rzeczy. 
Rozumiem, Matt stracił pracę, zburzył mój rytm dnia, bo wymagał więcej uwagi niż normalnie, do tego doszło pakowanie się, wyrzucanie i oddawanie niepotrzebnych rzeczy, przenoszenie się z miejsca na miejsce, zwiedzanie miejscowości, z której pochodzi Matt z jego rodzicami, myślę jednak, że pora zakończyć ten hulaszczy tryb życia i na nowo wrócić do swej organizacji. Nic-nie-robienie nic-nie-robieniem, ale zaczyna mi się to lekko nudzić... Pora wrócić do książek, afirmowania, pisania bloga i własnego rozwoju. Na samą myśl o tym buzia zaczyna mi się uśmiechać a w głowie pojawia mi się myśl "to jest to co tygryski lubią najbardziej"... 
Wczoraj będąc na spacerze i widząc przepiękne niezapominajki (po angielsku "forget-me-not") uświadomiłam sobie o ilu rzeczach zapomniałam i ile rzeczy odkładam od paru dni ciągle 'na później'... 
Do końca tego miesiąca mam zamiar uporać się z paroma zadaniami, takimi jak : * wysłać zaległe emaile do KZ (obiecałam podać parę przydatnych linków do nauki języka angielskiego i musze je znaleźć w języku rosyjskim) ; * nadrobić zaległości e-mailowe do przyjaciół i rodziny ; * napisać zaległe posty na blogi i stronę (w tym post podsumowujący mój pobyt w KZ) ; * uaktualnić afirmację na blogu ; * przejrzeć zrobione zdjęcia z wizyty u rodziców Matta, poprawić je i im zostawić ; * zrobić kolejny numer Apple Bits (mimo, że nie ma mnie już w KZ, na razie dalej pełnię funkcję redaktora) ; * poszukać pocztówki z "forget-me-not" jako symbolu swego zapominalstwa ; * spisać ponownie plan miesięczny na kwiecień ; * wypisać plan tygodniowy . 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 12 April 2013

Last Days in Almaty...

Nadeszła wiekopomna chwila i moja przygoda z Almatami, przynajmniej na daną chwilę dobiega końca. 

Luby w poniedziałek otrzymał informację, że przyjęto go do pracy w Iżewskie (Federacja Rosyjska). We wtorek dowiedzieliśmy się, że niestety nie możemy wyrobić sobie wizy do Rosji w Kazachstanie. Musimy wrócić do Londynu (i ja możliwe, że do Polski, jesteśmy w trakcie wyjaśniania tego). Była opcja wysłania wszelkich dokumentów pocztą lub przez DHL, ale Luby bał się ewentualnych problemów i zdecydował, że wracmy oboje do Londynu. Wylatujemy w niedzielę, 12 kwietnia z samego rana. 
Od środy żegnam się z miastem i poznanymi ludźmi. Nawet nie zaczęłam się pakować i proces ten napawa mnie coraz większym przerażeniem. Nie jestem pewna czy pomieścimy się ze wszystkimi rzeczami, nie chcę zbyt wielu rzeczy tutaj zostawiać, nie chcę ich wysyłam przez DHL bo za drogo. Jutro jednak postaram się poświęcić na to sój cały czas. 

Bardzo podobał mi się pobyt tutaj i będę bardzo tęsknić za miastem i jego ludźmi, klimatem, temperaturą (w chwili obecnej jest około 25 stopni!), świętami itp... Mam nadzieję, kiedyś tu jeszcze wrócić (liczę na to, że Luby dostanie tutaj inną propozycję pracy w przeciągu roku i przyjedziemy z powrotem). Były to cudowne miesiące i będę je bardzo miło wspominać... 

Sunday, 31 March 2013

March's Daily Gratitude 26-31

Ostatnie dni minęły mi bardzo szybko. Koniec miesiąca to czas pracy nad gazetą klubową. Do tego Luby przez stratę pracy potrzebuje więcej uwagi, może nie w sensie fizycznym, mam wrażenie że moja obecność przy nim czy pytania jakie mu zadaję męczą go bardziej, potrzebuje spokoju psychicznego i skupienia się na możliwościach jakie przed nami moga się otwierać, z tego też powodu ja staram sie jak najczęściej wychodzić z domu, jak wracam pracuję nad miesięcznikiem i jest już koło 24 i zmęczona zasypiam dość szybko. Jutro znowu cały dzień w mieście, bez komputera oraz bez Lubego, któremuś z nas to na pewno wyjdzie na dobre :P 

W ciągu tych minionych dni chciałabym podziękować za: * przepiękną pogodę od paru dni - jasne słońce, lekki wiaterek i ciepłą temperaturę ; * miły spacer i lody w parku (pierwsze tego roku lody na świeżym powietrzu) ; * pogodę ducha, która mnie nie opuszcza ; * zorganizowaną pracę nad miesięcznikiem, nowe pomysły i świetne ich wykonanie ; * dobry relaksujący mnie sen i miłe sny - uwielbiam jak mi się przyśni coś dobrego i potem pamiętam to przez cały dzień ; * super koktajl mleczny, jaki serwują w jedne z moich ulubionych kawiarenek w centrum miasta. 

Moim motorkiem do działania przez parę ostatnich dni, była powyższa piosenka - Glee "Sing" (wykonywana w oryginale przez My Chemical Romance) znaleziona przypadkiem na internecie. Nie wiem z jakiego odcinka Glee pochodzi i nie pamiętam, abym ją w serialu widziała, ale może coś pominęłam... W każdym podź razie bardzo mi się spodobał i dawał mi pozytywną energię do działania. 
Pozdrawiam
Jyotika

Monday, 25 March 2013

March's Daily Gratitude 25

Dziękuję za: * miły poranek z Lubym ; * przejażdżkę nad jezioro i widok pierwszych maleńkich białych krokusów ; * niezbyt dobre jedzenie w restauracji, które przypomniało nam jak to dobrze jednak jest mieć swoje ulubione miejsca i czasem mimo nudy warto jednak trzymać się starego (oczywiście nie zawsze :P) ; * miłe spotkanie ze Sveta, drobne zakupy i wieczór przy lapmce wina . 

Moją małą radością dnia dzisiejszego były przepiękne krokusiki widziane na polu. Część z nich była już wydeptana i bardzo zniszczona, ale wiele było przepięknych! Wiosna nadchodzi!!! 
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 24 March 2013

March's Daily Gratitude 24

I za nami kolejny tydzień! Bardzo chciałabym podziękować za: * mobilizację do napisania paru postów na blogach ; * pom ysł i częściową realizację nowego tematu na mej stronie internetowej ; * nadrobienie zaległości emailowych (a przynajmniej częściowe) ; * parę przemiłych leniwych dni - bardzo mi tego brakowało to raz, a dwa - Luby nic nie robi i jakoś mnie to rozleniwiło ; * dzisiejszą kawę z Maral i przepyszna pizzę jej mamy, jaką nas poczęstowano ; * miłą partyjkę w Monopoly z Maral i Lubym ; * udany wieczór z Lubym i kolejna dawką humoru w wykonaniu TBBT (Teoria Wielkiego Podrywu) ; * nadrobionych zaległości w czytaniu blogów! 


Ta piosenka towarzyszyła mi w minionym tygodniu - krok po kroku, do osiągnięcia celi, albo jak mówią Starsi - nic na siłę, wszystko młotkiem !
Pozdrawiam
Jyotika

Saturday, 23 March 2013

March's Daily Gratitude 22 and 23

Polubiłam te podwójne posty, chyba aż za bardzo - dwa dni pod rząd... 

Dziękuję za : * wczorajsze udane wyjście z Maral, miło spędziłam dzień łażąc leniwie po centrum handlowym i plotkując ; * miłe wieczory z Lubym, bardzo lubię, jak możemy usiąść i razem cos obejrzeć czy  zagrać w Scrabble ; * pyszna pizzę, udanego omleta mojego wykonania i super sałatkę warzywną (naprawdę uwielbiam dobrze zjeść) ; * przepyszne przetwory z czarnej porzeczki, jakie wyprosiłam od Maral, i którymi od trzech dni słodzę czy herbatę czy jem z ciastkami ; * dobry sen i miłe sny (uwielbiam śnić i tylko dlatego nie lubię czasem rano wstawać) ; * słodkie nic-nie-robienie jakiemu z przyjemnością oddaję się już dwa dni (z okazji Nauryza, jak święto to święto - w KZ właśnie trwa Kazachski Nowy Rok). 

Moimi małymi przyjemnościami minionych dni było : * wczoraj: wyjście z Maral, cudne drinki i babskie ploty ; * dziś : wykończenie przetworu z czarnej porzeczki - pycha, chyba trzeba będzie wyprosić jeszcze jeden słoik :) 
Pozdrawiam
Jyotika 

Friday, 22 March 2013

March's Daily Gratitude 20 and 21

Telefon mi się wyłączył i znowu wyleciało mi z głowy pisanie listy wdzieczności. W chwili obecnej jest u mnie 6 rano 22 marca 2013 roku. Luby nie mógł spać więc obudził i mnie... Jak widać na moim przykładzie - przypominajki są bardzo istotne. We środe po prostu cały dzień spędziłam w mieście bez dostępu do internetu. Było załatwianie paru spraw, potem kombinowanie z dojazdem do domu (nie ma tak lekko :P) i jak w końcu dotarłam do domku to padłam jak kafka spać. Czwartek był spokojniejszym dniem - rankiem korepetycje, popołudniu słodkie lenistwo a wieczorem siedliśmy z Lubym i obejrzeliśmy parę odcinków TBBT (Teorię Wielkiego Podrywu). 

Moja spóźniona lista wdzięczności za te dwa dni? Dziękuję za: * miłe śniadanie z Anją i Leigh oraz super pracę i świetne nowe pomysły nad kwietniowym AP ; * miłe spotkanie z Jennie w Klubie AIWC i kolejne nowe pomysły ; * zdobycie paru nowych studentów na korepetycje z języka angielskiego ; * piękną pogodę we środę i miły spacer po mieście w bardzo ciepły, wiosenny i słoneczny dzień ; * spóźnione kwiaty od kolegi z okazji Dnia Kobiet (chorował i nie moglismy się spotkać wcześniej) ; * miłe korepetycje w czwartkowy ranek ; * super wiosenna obiado-kolacja ; * miły wieczór spędzony przy serialu komediowym (Sheldon rules!). 

Moją małą radością dnia były następująco: * we środę spacerując zobaczłam pracujących robotników w parku i poczułam się jak w Polsce (czyt. leżeli w parku na ławkach i drzemali w te ciepły i wiosenne popołudnie) ; * we czwartek to co tygruski lubią najbardziej, czyli wiosenna obiado-kolacja... 
Pozdrawiam
Jyotika

Thursday, 21 March 2013

Rough Day

Czasem po prostu przychodza trudne chwile. Jednym razem słabsze, innym razem silniejsze. Czasem przychodzą pojedyńczo, czasem parami. Czasem nie jestesmy w stanie ich przewidzieć, czasem w ogóle ich nie oczekujemy, czasem martwimy się za bardzo. Owych "czasem" i późniejszych "gdyby" jest zawsze bardzo wiele. 
Ostatnio ja i mój Luby zmierzamy się z jednym z nich. Był to jeden z tych przeze mnie nieoczekiwanych, a o którym Matt myślał na okrągło - bardzo bał sie szefa i jego zmiennych nastrojów, nie wierzył, że wykonuje swoją pracę dobrze, bo szef ciągle miał jakieś uwagi (dla mnie bardziej one brzmiały na zasadzie "pamiętaj kto tutaj jest szefem", niż były uwagami, typu "jesteś idiotą i źle to robisz"). Nie jest łatwo, bo mimo iż minął tydzień, my wciąż nie mamy jednoznaczej decyzji, czy możemy zostać na mieszkaniu i jeśli tak, to jak długo. Wizy wyczerpuja nam się na początku maja. Ja wciąż mam nadzieję, że Luby znajdzie coś innego bardzo szybko. Matt nie jest tak optymistycznie nastawiony i chce w przyszłym tygodniu kupić bilety - dla siebie do Kambodży na urlop, dla mnie do Polski lub Anglii (gdzie wybiorę) abym posiedziała z przyjaciółmi i rodziną, dopóki on nie...odpocznie i wymyśli co dalej itp... 
Wierzę, że wszystko będzie dobrze i mam zamiar iść dalej do przodu. Nie po to los pchnął mnie do Kazachstanu, aby po półrocznej przygodzie wracać! Mam nadzieję, że czeka mnie tutaj o wiele więcej fascynujących i ciekawych rzeczy do zrobienia... 
Pozdrawiam
Jyotika

Tuesday, 19 March 2013

March's Daily Gratitude 19

Dziś był dość długi dzień... Zaczęłam go po 8 rano, w chwili obecnej dochodzi 24 i ja go powoli kończę. Chciałabym podziękować za: * kolejny dzień z piękną pogodą (mam nadzieję, że wbrew zapowiedziom zbliżający się Nauryz będzie równie słoneczny) ; * miłe plotki z Maral przy kawie ; * spotkanie ze Svetą na herbacie ; * udane korepetycje, najpierw z dzieciakami, a wieczorem z dziewczynami ; * miłą pracę przy redagowaniu AB, część pracy już za mną (przynajmniej mam taką nadzieję) ; * Lubego, oznajmiającego mi, że beze mnie on umrze z głodu - ponieważ mnie dziś więcej w domu nie było niż byłam, wieczorem okazało się, że poza porcją zupki z proszku Luby przez cały dzień nie zjadł NIC i się dziwił, że mu słabo i się źle czuje... 

Moją małą radościa dnia był taniec Lubego, golusieńkiego pod oknem bo ponoc sąsiedzi zaczęli się skarżyć naszym znajomym, że u nas wszsytko widać co robimy (ich blok stoi oddalony od naszego o jakieś 10 metrów)... Luby stwierdził, że skoro nie mają nic innego do roboty jak tylko gapić sie w nasze okna to da im  "szoł" :P

Monday, 18 March 2013

March's Daily Gratitude 18

Mało brakowało a bym zapomniała o dzisiejszej wdzięczności! Dziś ciąglę śpię z małymi przerwami. Normalnie non stop bym dziś spała - rano jak wstałam, potem popołudniu przed spacerem i jak z niego wrociłam, i mała drzemka wieczorem... Dawno tak nie miałam... 

Chciabym podziękować za: * sapiącego mężczyznę u boku (sapie bo ledwo dyszy z powodu zapchanego nosa zbereźnicy :P) ; * poczucie humoru mego introwertycznego mężczyzny ; * naleśniki wczorajsze, były jak znalazł dziś na słodkie śniadanie ; * piękne słońce i ciepłą pogodę, dzięki której super się spacerowało dzisiaj (mam zamiar nigdy za to nie przestać dziękować) ; * nowy post na blogu Pozytywnie oraz nowy wpis na mej stronie internetowej (a przynajmniej częściowy wpis) ; * wspólne oglądanie filmu z Lubym (o jakimś ponoć słynnym zespole, nie mam pojęcia co za jedni, ale dla niego mogę obejrzeć)... 

Moją radością dnia dzisiejszego jest wypicie winka (Martini Bianco) z Maral, po powrocie z naszego spaceru (to już chyba wiem, czemu mi się tak dobrze spało popołudniu :P) 
Pozdrawiam
Jyotika 

Sunday, 17 March 2013

March's Daily Gratitude 17

Ostatnie dni, nie należą w moim życiu do najlepszych. Wciąż nasza przyszłość jest jedną wielką niewiadomą. Oboej jednak nie poddajemy się i staramy się prowadzić dalej normalne życie. Luby przegląda nowe oferty pracy, ja robię swoje - drobne porządki, gotuję, piorę, przeglądam internet, przygotowuję się na korepetycje. Życie płynie dalej, oboje staramy się mieć pozytywne nastawienie i z usmiechem idziemy przed siebie. Moja piosenką dla Was jest Bobby McFerrin - Don't Worry Be Happy . Robin Williams jest powalający w tym kawałku! W ogóle teledyski jest świetny. Mała dawka humoru! 
Dziękuję za : * czas, jaki dziś miałam i udało mi się nadrobić parę zaległości czytelniczych (w blogach na razie tylko) ; * nadrobienie korenspondencji (bardzo zalegałam z emailami do przyjaciół i rodziny, dziś przynajmniej część w końcu nadrobiłam) ; * TED - na parę miesięcy zapomniałam o ich wystąpieniach, ale niedawno zostało mi to przypomniane (super post HappyHolic), na razię duże wrażenie zrobiło na mnie przemówienie Colin Stokes'a o bajkach dla dziewczynek i chłopców i ich wpływie na dorastanie i późniejsze życie, ciekawe ;  * naleśniki, jakie dziś zrobiłam - wyszły mi super! Niestety zdjęciami się nie pochwale, musicie uwierzyć na słowo, że są super :) ; * piekną pogodę za oknem - normalnie wiosna pełną gębą, choć płaszcza zimowego jeszcze nie odwieszam, bo zapowiadają sowite opady śniegu jeszcze przed Nauryzem (Kazachski Nowy Rok obchodziny 21/22 marca).

Moją małą radością dnia dzisiejszego była włąśnie wypowiedź Colin Stokes'a - nasze dzieci powinny stawiać sobie za wzór bohaterów, którzy potrafią dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem, którzy dzięki przyjaźni i zjednywaniu sobie ludzi osiągają swoje cele, którzy nigdy nie walczą samotnie i zawsze mają wokół siebie dobrych przyjaciół i warto szukać zarówno dla chłopców jak i dziewczynek silnych bohaterów kobiecych do utożsamienia się z nimi...
Pozdrawiam
Jyotika 

Saturday, 16 March 2013

March's Daily Gratitude 16

Szef Lubego nie raczył odpowiedzieć na wysłany wczoraj sms dokładnie jak długo możemy zostać w mieszkaniu. Nie chcieliśmy dzwonić, aby nie przeszkadzać. Luby zna szefo dość dobrze i powiedział, że sms da mu większe pole manerwu, jeśli postanowił zmienić zdanie, bo zaczynamy odnosić takie wrażenie... Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie. 

Moje dziesiejsze podziękowania będą za: * chciałam zawsze pójść do cerkwii , dziś mi sie to udało. Było dziwnie, mimo nauki języka staro-ruskiego na uczelni, było mi siężko rozszyfrować modlityw do świętych, jakie czasem są ukazane przy ikonach ; * dziękuję, za znajomość ze Svetą, która dużo mnie uczy i cieszę się, że poprawia mój rosyjski czy wyjaśnia mi jakieś drobne niuanse obyczajowe ; * dziękuję, za dzisiejsze korepetycje z dzieciakami, było bardzo śmiesznie, chyba jednak muszę zacząć stosować jedną karę - za niewłaściewe zachowanie, brak odrobionych zadań, nie nauczenie się materiału - zajęć nie będzie (10 przysiadów za karę zaczęło ich bawić i zaczęli się o nie dopominąc :P) ; * cieszę się, za swoich znajomych z KZ, jakich tutaj poznałam, fajnie jest mieć z kim spędzić czas ; * dziękuję za dzisiejszą drzemke popołudniową - dawno tak dobrze mi się nie spało :) . 

Moją małą radością dnia jest mały obiad który dziś zrobiłam, a który zjedliśmy przy świecach pijąć sok wiśniowy udający wino (w kieliszki go rozlałam) - Luby nie pija alkoholu. Do tego włączyłam romantyczną muzykę i było super. Lubemu jak dawno obiad smakował (mimo, że nie było frytek dzisiaj). 
Pozdrawiam
Jyotika

Friday, 15 March 2013

March's Daily Gratitude 15

Dzisiejszy dzie był długi i bardzo fajny. Dziękuję za : * miły obiad z Jennie, bardzo się cieszę, że mogłyśmy się spotkać, szkoda że opuszcza KZ i nie spotkamy się więcej w klubie ; * pół dnia spędzonego ze Sveta - na kawie, plotkach, jeździe po mieście, drobnych zakupach do domu, i wizycie u "gadałki" (kobieta, która potrafi doradzić, podpowiedzieć jak postąpić ; to nie wróżka, nie używa kart, fusów, ani żadnych innych trocin, po prostu patrzy się na Ciebie i z Tobą rozmawia) ; * przepiękną pogodę - w końcu założyłam mój piękny malinowy płaszcz wiosenny ; * za wiarę w to, że wszystko będize jak najlepiej ; 

Moją małą radością dnia, był super smaczny koktajl bananowo-truskawkowy z dodatkiem kiwi i mięty. Po prostu wiosna pełną gębą jak to się mówi! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Thursday, 14 March 2013

March's Daily Gratitude 13 and 14

Wczoraj również nie udało mi się zamieścić postu. Wydarzenia danego dnia, spowodowały, że zabrakło mi na to sił oraz chęci. Musiałam przemyśleć i omówić parę spraw z Lubym. Jak zwykle na pomoc przyszła mi afirmacja, o czym napisałam w najnowszym poście na blogu Pozytywne Myślenie Każdego Dnia. W chwili obecnej jest już zdecydowanie lepiej. Pewne plany stały się bardziej atrakcyjne. Ja jestem spokojniejsza i z uśmiechem patrzę nie tylko w moją kartę afirmacyjną ale i naszą przyszłość. 

Chciałabym podziękować, za: * przepiękne miesiące spędzone w KZ, uważam, że to uroczy kraj i naprawdę przyjdzie mi z żalem go opuszczać (do końca mam jednak nadzieję, że uda nam się tutaj pozostać) ; * opanowanie, rozum, inteligencja i myślenie Lubego, który postarał się przedstawić jak najwięcej pozytywnych i świetnych opcji "co dalej" ; * słowa Matta "nie przejmuj się, ja coś wymyślę, wszystko będzie dobrze" ; * piękne wiosenne słońce jakie dziś towarzyszyło mi przez cały dzień i ciągle zaglądało przez okno ; * kolejny miły spacer z Maral ; * dobry obiadek ugotowany przeze mnie . 

Moją wczorajszą radością dnia było spotkanie z L. na kawie w sprawie następnego wydania AB - miesięcznika AIWC. Naprawdę mam nadzieję, że nie było to jedno z naszych ostatnich spotkań. 
Moją dzisiejszym małym szczęsciem była rozmowa z siostrą - dziś miała urodziny (nie psułam jej zatem nastroju swoimi niezbyt pomyślnymi nowinami) - bardzo się cieszę, że urządzała małą imprezę urodzinową w swoim gronie, piekła i szykowała się do wyjścia! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Tuesday, 12 March 2013

March's Daily Gratitude 11 and 12

Wczoraj był bardzo pracowity dzień, dziś podobnie. Wczoraj całkowicie zapomniałam o liście wdzięczności, dziś piszę ją na wpół śpiąco (w KZ jest właśnie 23:40)... Dzisiejsza lista wdzięczności niejako będzie zatem za dwa dni. 

Dziękuję za: * możliwość codziennego spaceru i oddychania czystym powietrzem (w końcu nie dość, że mieszkam w górach to jeszcze na terenie Kazachskiego Parku Narodowego) ; * super korepetycje i moje przygotowywania do nich - uwielbiam to robić, nauczanie daje mi dużą radość (przynajmniej nauczanie tych paru dzieciaków i kilkoro starszych osób) ; * dobre jedzenie jakie mam okazję sama przygotować (dzisiejszy stek) czy zjeść w restauracji (wczorajsza sałatka z kurczakiem i jakimś rodzajem sera wedzonego) - uwielbiam dobrze zjęśc ; * Lubego i jego poczucie humoru, nie raz doprowadzające mnie do łez (czasem nawet wściekłości :P) ; * za radość i śmiech jaką mają w sobie dzieci (choć czasem bywa to męczące, uwielbiam jak moi podopieczni znajdują w słowach takich jak "evening" czy "good night" nieokreśloną rzecz, z której potrafią śmiać się przez dobre 10 minut a ja razem z nimi) ; * w końcu udało mi się zmobilizowac moich kursantów do określenia sie co do dni tygodnia pobierania lekcjii i udało mi się postawić grafik ... 

Moimi małymi radościami tych minionych dni był śmiech. Bardzo się cieszę, że potrafię to robić, że inni też potrafią się śmiać i nie wyobażam sobie ani jednego dnia bez śmiechu i żartów. 
Pozdrawiam
Jyotika

Sunday, 10 March 2013

March's Daily Gratitude 10

W tym tygodniu było leniwie, może nawet za bardzo. Wszystko przez Dzień Kobiet, który w Kazachstanie jest dość chucznie obchodzony - w szkołach są różne przedstawienia, więc nie miałam w tym tygodniu żadnych korepetycji!

Moja dzisiejsza lista wdzięczności? Dziękuję za : * wzrok i słuch - mogę oglądać swoje ulubione muzyczne seriale (Glee) czy Bollywoody (jak dzisiejsza piosenka tygodnia dla Was) ; * nowy wpis na mej stronie internetowej poświęcony właśnie obchodom 8marca w Kazachstanie ; * udany obiad z Lubym ; * miłą partyjkę Scrabbli (to nic, że ułożył słowo "jesting" za 74 punkty - czy ktokolwiek coś takiego używa?! ; * cały miniony tydzień, dzięki któremu mogłam poleniuchować więcej niż normalnie . 

Moją małą radością dnia dzisiejszego jest wyżej wspomniany wpis na stronie internetowej. Ciesze się, że udało mi się zmobilizować dziś do pracy i go dokończyć! 

W chwili obecnej jest to jedna z mych ulubionych Bolly piosenek. Film (Aaja Nachle), z którego utwór pochodzi był dobry. Opowieść w opowieści... Lubię takie! 
Pozdrawiam
Jyotika 

Saturday, 9 March 2013

March's Daily Gratitude 09

Dziś będzie krótko zwięźle i na temat. Dziękuję za : * miłe popołudnie spędzone ze Svetlaną na zakupach, nie ma to jak nowa szminka i malinowy płaszcz wiosenny ; * super rozmowę z kuzynką - bardzo za nią tesknię i nie mogę doczekać się wyjazdu do Londynu pod koniec maja ; * miłą kawę z Lubym, uwielbiam jak mnie rozśmiesza ; * wieczór ze Svetlaną spędzony przy winie (to nic, że miały być korepetycję z języka angielskiego :P) . 
Moją radością dnia dzisiejszego jest pięknie wyglądający śnieg! Jest tak biało i puszyście i mroźnie! 
Pozdrawiam, 
Jyotika